Michał Czajkowski

„ŁOWCY MIODU. NA RATUNEK PSZCZOŁOM"
– pierwszy polski film o pszczołach

Łowcy miodu. Na ratunek pszczołom.Już 22 kwietnia na ekrany kin wchodzi obraz Krystiana Matyska „Łowcy miodu. Na ratunek pszczołom". Doczekaliśmy się kolejnego, wybitnego polskiego filmu przyrodniczego, który z pewnością będzie pokazywany na całym świecie. Doczekaliśmy się filmu, który chce się oglądać znacznie częściej niż jeden raz. Doczekaliśmy się znakomitego - pierwszego polskiego - filmu o pszczołach i pszczelarstwie. „Łowcy miodu" to z punktu widzenia osób zainteresowanych tematyką pszczelą oraz szeroko rozumianą ekologią – ewenement, być może kamień, który poruszy lawinę i jednym przypomni, a innym uświadomi, że bez pszczół nie ma życia.

Zaczynając od końca, trzeba zwrócić uwagę na sposób dystrybucji „Łowców miodu" w Polsce. Poza planowanym DVD z filmem oraz - gorąco w to wierzę – pokazami telewizyjnymi będzie go można zobaczyć w kinach. Ma to wymiar promocyjny dla idei ochrony pszczół, ale także stanowi rarytas dla widzów. Jest tak, ponieważ film poza warstwą narracyjną i walorami edukacyjnymi zachwyca pięknymi zdjęciami oraz muzyką. Odbiór obrazu na wielkim ekranie z wszelkimi dobrodziejstwami sali kinowej dostarczy widzom niezapomnianych wrażeń. Być może fakt pokazywania „Łowców miodu" w kinach zachęci nauczycieli do włączenia go do programu edukacji ekologicznej już teraz. Jeden z pojawiających się w filmie miłośników bartnictwa wspomina o tym, że pszczelarze ratują świat. Uświadomienie tego szerokiemu audytorium wydaje się najważniejszym celem twórców tego obrazu.

Problematyka

Film „Łowcy miodu. Na ratunek pszczołom." porusza problem poszukiwania przyczyn masowego ginięcia pszczół oraz środków zaradczych. Twórcy skoncentrowali się na kluczowym na tym etapie problemie uświadamiania wagi i skali problemu oraz odpowiedzi na pytanie, co każdy z nas może zrobić, aby przyczynić się do poprawy sytuacji. Wnioskiem (dla pszczelarzy jest on oczywisty), który można łatwo wysnuć po zobaczeniu filmu jest stwierdzenie, że poza chorobami pszczelimi problem tkwi w rabunkowym gospodarowaniu uprawami oraz używaniu pestycydów i insektycydów. Pszczołom wydzierane są kolejne tereny cieszące się bioróżnorodnością, na których rosły rośliny miododajne, a cele związane ze wzrostem produkcji z hektara przesłaniają konieczność dbania o równowagę w ekosystemach bez względu na ich wielkość. Film uświadamia, że obecność konkretnej fauny i flory na określonych terenach nie jest z punktu widzenia tej równowagi przypadkowa, a ludzie bezmyślnie dążąc do jej zachwiania, zdają się zjadać swój ogon.

Tym, co wydaje mi się kluczowym przesłaniem „Łowców miodu", jest uświadomienie, że można mieć wpływ na rzeczywistość poprzez robienie małych rzeczy, które powtarzanie przez coraz większą liczbę osób mogą dokonać zmiany. Wierzę, że produkcje takie, jak „Łowcy miodu" przyczynią się do tego, że etapy lekceważenia i ukręcania głowy inicjatywom proekologicznym szybko będziemy mieć za sobą i gremialnie przystąpimy do ratowania pszczół. Nieliczni stając się pszczelarzami, liczniejsi uprawiając rośliny sprzyjające egzystencji pszczół oraz wszyscy kupując miód i inne produkty pszczele od lokalnych pszczelarzy. Jako doskonałą alternatywę i uzupełnienie pszczelarstwa kojarzonego z sadami i ogrodami filmu proponują pszczelarstwo miejskie oraz powrót do tradycji bartnictwa leśnego. Obie formy nie zbawią populacji pszczół, ale mogą w przyczyniać się do wzrostu świadomości i odpowiedzialności ludzi. Im dalej od wielkich upraw tym pszczołom jest łatwiej przeżyć, a miód jest lepszy. Myślę, że zachęca to do dbania o warunki funkcjonowania wiejskich pasiek i rozwijania wspomnianych alternatyw.

Po prostu piękny film

Tym co „Łowców miodu" wyróżnia jest stworzenie przez scenarzystę, reżysera i autora zdjęć pana Krystiana Matyska fantastycznej całości. Składa się na nią obraz, piękna muzyka Rafała Rozmusa, umiejętnie poprowadzona narracja, w której reżyser oddał głos naukowcom i bohaterom filmu. Poważnym atutem filmu są cudowne zdjęcia, które pokazują pracę pszczół i pszczelarzy z różnych perspektyw. Raz możemy zobaczyć pracę rodziny pszczelej i pojedynczych osobników oraz tytułowych łowców oczami obserwatora z zewnątrz, innym razem z perspektywy łowcy lub z wnętrza barci i wreszcie z lotu... pszczoły. Autor zdjęć świetnie wykorzystał potencjał plenerów, w których film był kręcony. Widz ma poczucie bycia w tych miejscach bez względu czy jest to warszawska ulica, biurowiec, dach centrum handlowego, paryski taras z widokiem na wieżę Eiffla, las w Baszkirii, Puszcza Augustowska czy nepalska wioska. Panu Krzysztofowi Matyskowi udało się wychwycić atrakcyjne kulturowe smaczki, które nadają filmowi uniwersalny charakter. Ludzie w obiektywie Matyska są tak odmienni, a tak podobni. Są normalni, dobrzy i bezkompromisowi oraz zaangażowani w to, co robią.

Ludzie

Pan Krystian Matysek opowiadając o pszczołach, stworzył historię o ludziach idei. Zatem warto poświęcić kilka ciepłych słów bohaterom „Łowców miodu" – ludziom z krwi i kości nie udającym kogoś kim nie są.

Zacznę od znanej aktorki pani Magdaleny Popławskiej. Oglądając „Łowców miodu" i nie zapominając o talencie aktorskim pani Magdaleny, trudno nie ulec emanującej z niej autentyczności przeżywania każdego momentu. Proces jej oswajania się z bliskim obcowaniem z pszczołami czy nawiązywanie ujmującej relacji ze spotkanymi ludźmi, pozwoliły mi, jako widzowi, wejść w pokazywany świat i zatracić się w nim. Reżyserowi udało się w piękny sposób pokazać emocje przeżywane przez bohaterkę: od niepokoju, pokonania go przez odwagę, ciekawości, poczucia bliskości i jedności ze spotkanymi ludźmi, aż po fascynację i autentyczną radość bycia tak blisko pszczół. Czymś, co zwraca uwagę jest szacunek dla drugiego człowieka, dla jego tradycji i kultury, który widać w zachowaniu pani Magdaleny Popławskiej. Po przełamaniu nieśmiałości, staje się ona częścią grupy i aktywnym jej członkiem. Wątek, którego bohaterką jest pani Magdalena Popławska, zaczyna się w Baszkirii, aby przenieść się do Nepalu oraz do Puszczy Augustowskiej. Widz ma przyjemność bycia świadkiem przeistaczania się bohaterki z osoby tylko zainteresowanej bartnictwem, w entuzjastę.

Drugim bohaterem filmu jest pan Kamil Baj – doświadczony pszczelarz oraz propagator i praktyk pszczelarstwa miejskiego. Reżyser w sugestywny sposób przedstawia nam bohatera, używając do tego kontrastu pomiędzy surowością i nowoczesnością miejskiego krajobrazu oraz biurowca w centrum Warszawy z realiami życia pszczół. To zawieszenie pana Kamila Baja pomiędzy światem korporacji i biznesu a proekologiczną działalnością zajmującego się pszczelarstwem miejskim Pszczelarium, którego jest twórcą, wzbudza nie tylko sympatię, ale pokazuje, jak ważne jest zaangażowanie i przełamywanie schematów. Z bohaterem przenosimy się na dach warszawskiej Arkadii będącej wielkim centrum handlowym z tzw. zielonym dachem oraz na dachy Paryża. W obu miejscach z powodzeniem żyją pszczoły. Tym co może zaskoczyć będą informacje dotyczące tego, że dla pszczół miasto wcale nie jest złym miejscem, że potrafią one poradzić sobie z wielkomiejskim smogiem i dzięki swoim genialnym możliwościom mogą wytwarzać niezanieczyszczony miód. Widoczne zamiłowanie do organicznej pracy, przekazywania swojej ogromnej wiedzy i chęć dzielenia się pasją przez pana Kamila Baja pozostawiły we mnie, jako widzu, przekonanie, że będzie coraz więcej uli w przestrzeni miejskiej w Polsce.

Kolejnym bohaterem „Łowców miodu" jest pan Adam Kolator leśnik z Puszczy Augustowskiej, który w zgodzie z obowiązkami służbowymi rozwija swoją pasję bartniczą i popularyzuje jej ideę. Odnajduje w tym nie tylko sens, ale także wielką przyjemność samodzielnie przygotowując barcie w drzewach i kłodach na nich zawieszanych oraz opiekując się pszczołami. Pan Adam Kolator jest archetypicznym przedstawicielem podlaskiej braci leśnej. Przedstawia się nam jako człowiek pełen skromności i uroku, wrośnięty w przyrodę tego pięknego zakątka Polski, mówiący dokładnie tyle ile trzeba. Ten bohater na co dzień funkcjonuje w innych realiach niż pani Magdalena Popławska i pan Kamil Baj. Nie ma to jednak wpływu na jego wrażliwość na problematykę ginięcia pszczół i determinację w ocalaniu ich na miarę swoich możliwości. Uwagę widza przyciągną z pewnością plenery Puszczy Augustowskiej, która jest jednym z najpiękniejszych kompleksów leśnych w Polsce. Dzięki osobom takim, jak pan Adam Kolator tym terenom przywracane jest bartnictwo, które ma na tych terenach długą i chlubną historię.

Wątki poświęcone wymienionym osobom wieńczy pojawienie się ostatniego indywidulanego bohatera „Łowców miodu". Jest nim pani Maria Gembala, która jest hodowcą pszczół i zajmuje się ich genetycznym modyfikowaniem. Dzięki jej staraniom, do uli i barci trafiają matki pszczele zapewniające rodzinie pszczelej cechy pożądanie przez pszczelarzy: łagodność, odporność i efektywność w wytwarzaniu miodu. Jej starania pozwalają na funkcjonowanie zarówno komercyjnych pasiek, jak i realizację pasji przez pszczelarzy amatorów. Wątek zdrowo pojętej ingerencji człowieka w pszczele kwestie podkreśla złożoność problemu ocalania pszczół. Naukowe metody stanowią podstawę, na której można efektywnie rozwijać populację pszczół. Dzięki optymalizacji genetycznej pszczoły umieszczane w barciach lub ulach mają większą szansę na przeżycie, zapewniają wyższe przychody pszczelarzom i nie stwarzają zagrożenia.

„Łowcy miodu" to film o wartościach, jakimi są pasja, praca, współpraca, szacunek dla natury, tradycja, chęć naprawiania świata, ekoedukacja. To obraz w każdym swoim elemencie wywierający niezapomniane wrażenie. Pozostaje się nim cieszyć i wierzyć, że dzięki niemu ktoś zacznie przygodę z pszczelarstwem, posieje lub zasadzi roślinę miododajną, zrezygnuje z pestycydów lub insektocydów albo przynajmniej kupi miód z lokalnej pasieki.

Informacje dotyczące kin, w których film będzie pokazany oraz jego premiery można śledzić na profilu jego dystrybutora Mayfly na Facebook'u.

 
 ---
 
© Miesięcznik PSZCZELARSTWO, Pszczelnicze Towarzystwo Naukowe, 2004-2016
Agroturystyka