Strona 1 z 2

Ważne!! Skontroluj pasiekę

: 2007-11-02, 21:42
autor: avico
Po raz pierwszy w swojej pasiece zastosowałem Baywarol. Nie używałem wcześniej fluwalinatu (Klartan, czy Mavrik), więc nie powinno być krzyżowej oporności. W niektórych rodzinach było nawet 8 pasków. Łącząc rodziny dołączałem również paski Baywarolu. Ufając renomie poważnej firmy nie widziałem potrzeby grzebania w ulach. Co innego, gdyby zastosował jakiś wynalazek robiony chałupniczo.
Podczas pobytu w Puławach zostałem skutecznie postraszony i dokonałem przeglądu pasieki.

[glow=yellow]Jest gorzej niż źle![/glow]

Nawet tam, gdzie jest 8 pasków Baywarolu od drugiej połowy lipca widać na pszczołach po kilka osobników. Rodziny bardzo osłabły. Powiem więcej – jeszcze nigdy nie miałem przez zimowlą tak słabych rodzin.

Wnioski:
Warroza uodporniła się na flumetrynę (substancja aktywna Baywarolu). Wobec braku profesjonalnego monitoringu z badaniem lekooporności i lekowrażliwości użycie leku mogącego być nieskutecznym nie ma sensu. Podobne obserwacje poczynili pszczelarze z innych części kraju.

Kto powiadomi kompetentne organa, zanim padnie większość rodzin w Polsce?

: 2007-11-03, 17:07
autor: henrmiko
Wydaje mi się, że nie powinno się czekać z powiadomieniem kompetentnego powiatowego lekarza wet. I powinien dokonać tego powiadomienia pszczelarz, który stwierdził takie fakty, nie zależnie czy u siebie czy w pasiece sąsiada. Lekarz po zbadaniu na miejscu powinien przekazać dalej informację, zgodnie z obowiązującą w takich warunkach procedurą Ale o tym to na pewno Kolega "Avico" wie. Myślę, że pytanie zostało postawione jako pewna prowokacja, aby pszczelarze sami w swoich pasiekach dokonali podglądów, jeżeli tylko obecne warunki atmosferyczne na to pozwolą.
Dziękuję Koledze "Avico" za tą ważną dla nas pszczelarzy informację. Czekam na znośną pogodę aby sprawdzić co się dzieje w mojej pasiece.
Z poważaniem Henryk.

: 2007-11-03, 23:27
autor: avico
Cudowne leki, a może cudowne pomnożenie zarobków

Ostatnio nasłuchałem się pochwalnych hymnów na temat, No właśnie, czego?
Na pewno nie leków, bo te płyny nie są zarejestrowane jako leki. Preparatów, które są „cudowne” i za razem drogie. Ich zadaniem jest zwalczanie warrozy. Celowo nie podaję ich nazwy, bo nie jestem kompetentny w ocenie, ani też ich nie stosowałem. Jednak są to środki znane, od co najmniej 15 lat. Skoro tak i są takie skuteczne jak akwizytorzy zachwalają to, czemu nie są oficjalnie zalecane do zwalczania pasożyta? W dodatku nie wiadomo, co tak naprawdę jest substancją czynną.
Tajemnica producenta.
Rozumiem pszczelarzy pozbawionych skutecznych leków, że sięgają po wszystko, co może wydawać się skuteczne. Być może te preparaty są skuteczne, ale nikt w naszym kraju z miarodajnych ośrodków nie wydał opinii. Są kraje, w których te preparaty nie są dopuszczone do stosowania. Na dokładkę istnieje wiele niewiadomych. W euforii są zakusy o sprawienie refundowania tych środków. Może słusznie, skoro inne nie działają. Tylko dotąd, dokąd nie będę wiedział z opinii naszych naukowców, jaki jest procent skuteczności, nie będę ufał na kredyt.
Tak, kupię i sprawdzę skuteczność jednego z nich w swojej pasiece. Nawet w przypadku skuteczności nie będę pewien jak bardzo jest on skuteczny. Przecież margaryna też zawiera witaminy, lecz nie kupujemy jej w aptece, bo zawartość witamin jest śladowa. Skoro preparat nie jest lekiem i nie kupujemy go za pośrednictwem lekarza, to jego używanie przypomina leczenie awitaminozy margaryną.
Moje obiekcje wynikają z ukrywania składu chemicznego, zawyżania ceny i niskiej popularności w kraju pochodzenia.
Mając do wyboru substancje niewiadomego pochodzenia o niewiadomym składzie i niewiadomej skuteczności wolę stary i skuteczny perizin, a nawet bromopropylat, czy inne akarycydy, których dawkowanie i skuteczność precyzyjnie określono. Przecież nikt zapalenia płuc nie leczy lipową herbatką z malinowym sokiem, choć może być ona pomocna wywołując poty.
Rozumiem, że w obecnych warunkach grożących spadkiem całych pasiek, pszczelarz dla ratowania pszczół jest gotów nawet do opryskiwania czy okadzania owadów kałem krokodyla, aby tylko był skuteczny.
Moim zdaniem, te cudowne preparaty mogą być uznane za pomocnicze, ale nie główne środki do zwalczania pasożyta.
Po drugie, gdyby zaistniał przypadek zakupów na szerszą skalę, to nie może być mowy o dotychczasowej cenie. Przecież cena zależy od wielkości zamówienia i trzykrotne polewanie pszczół nie może kosztować 9 zł.!

: 2007-11-04, 16:00
autor: tomasz1
Kolego

Czy mozemy liczyć na jakiś artykuł w Pszczelarstwie na ten temat?

Zamówiłem ten preparat i wynegocjowano cenę

: 2007-11-05, 00:15
autor: avico
tomasz1 pisze:Kolego

Czy mozemy liczyć na jakiś artykuł w Pszczelarstwie na ten temat?

Czym innym są prywatne opinie na forum, a czym innym teksty w czasopiśmie. Na forum każdy może mieć własne zdanie, ale do druku można dopuścić opinie osób z niekwestionowanymi kompetencjami, bo inaczej można nieć problemy o odszkodowanie za wydawanie opinii (nawet prawdziwej), ale przez osoby nieuprawnione.
Niewątpliwie odezwą się naukowe autorytety, ale trzeba poczekać, bo już numer styczniowy jest zamknięty.

Zasięgałem opinii znajomych jak sobie radzą z warrozą i jakiej siły są ich rodziny. Podczas licznych kontaktów z pszczelarzami pytałem o: poziom zarażenia i czym zwalczali warrozę. Z różnych miejsc kraju miałem sygnały, że „HIV-a myli Cleanem”, czyli Beevitalem. Dla mnie, ta nazwa kojarzy się z myciem HIV-a, bo ma w nazwie HIVE CLEAN.
Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że wyrażano się pozytywnie. W wielu przypadkach preparat kupowano na różnych pszczelarskich imprezach w małych opakowaniach – testowo i tylko część pasieki była nim traktowana. Była, zatem skala porównawcza i te opinie przeważyły, że postanowiłem spróbować w swojej pasiece. Dodatkowym argumentem były opowieści o zwiększonej żywotności pszczół. Wiele opinii pochodziło od poważnych ludzi a nawet mających fachowe przygotowanie i wykształcenie, które dodatkowo uwiarygodniało ich słowa.

Jak wspomniałem wcześniej, zawiodłem się na firmowym Baywarolu i mając alternatywę odymiania amitrazą, która to fumigacja na zdrowie owadom nie wychodzi, zaryzykowałem i zamówiłem litr tego czegoś do „mycia HIV-a”.
W międzyczasie zwrócili się do mnie koledzy pszczelarze, którzy też byli przerażeni odpornym na leki pasożytem i chcieli jakoś pszczołom pomóc. Jeden z nich konkretnie szukał namiarów na zakup Beevitalu. Chcieliśmy zbiorowym zamówieniem podzielić koszt przesyłki. W ostatniej chwili wpadł mi do głowy pomysł negocjacji ceny.
Skoro tak, to już prawie hurt i zwróciłem się do szefowej Polanki o pośrednictwo i negocjację ceny. W efekcie stanęło na tym, że za 5 litrów trzeba wybecelować 600 zł. Dalej ceny nie dało się obniżyć, bo 5 litrów to niewielki hurt i udało się tylko urwać jeszcze 17 zł – kosztów przesyłki, który pokryje sprzedający.

Przyznam, że dokąd nie zobaczę skutków, to jestem małej wiary w skuteczność tego czegoś. Bez przekonania się na własnej skórze nie mogę zabierać głosu na temat działania. W końcu, nie są to wielkie pieniądze, a samodzielnie wykonany test będzie dla mnie bardziej wiarygodny od najwspanialszych cudzych opowieści. Również zżera mnie ciekawość czy to zbiorowa sugestia, czy prawdziwy efekt terapeutyczny. Odpowiedź będę znał w przeciągu tygodnia, po wyjęciu wkładek i testowym odymieniu kilku rodzin amitrazą.
Skoro tonący może chwytać się brzytwy, to nie mając wyboru w doborze leku zdecydowałem się na preparat, który może pomóc, albo jego użycie opóźni o kilka dni odymianie, jeżeli okaże się nieskuteczny. Jeżeli okaże się takim jak go zachwalają, to jest w tym jakiś sens. Jak mawiają: kto nie ryzykuje, ten w kozie nie siedzi.

[ Dodano: 2007-11-05, 11:28 ]
Sobota i niedziela nie są dobre do kontaktów komercyjnych. Co innego pozostałe dni tygodnia. W poniedziałek, od rana rozpocząłem starania o zakup konkurencyjnego do „Beevitalu” preparatu „Bienenwohl”.
Powód – rzetelne podejście do zagadnienia.
Są dwaj producenci podobnych preparatów i bez ich porównania w pasiece, nie można niczego powiedzieć o skuteczności, ani tego, który z nich jest lepszy. Gdybym pisał sponsorowany tekst to, co innego. Rzetelność dziennikarska zobowiązuje.

Mój plan działania jest taki:

Część pasieki potraktuję według zaleceń producentów „Beevital-em”.
Drugą „Bienenvohl-em”. Kilka rodzin odymię amitrazą, a ze dwa ule (szkoda mi pszczół, by więcej rodzin narażać na zagładę) pozostawię bez leczenia.
Wiosną wszystkie rodziny zostaną odymione amitrazą, a osyp sprawdzony pod kątem ilości spadłej warrozy.
Oczywiście ocenie będzie podlegać siła rodzin i tempo ich rozwoju.

Wykonanie:

Zadzwoniłem do firmy Massivholz-Tischler Stolarstwo Alfred Thuminger, którego poznałem w Puławach i zamówiłem litr preparatu „Bienenvohl”.
Od słowa do słowa wyjaśniłem swoje zamiary. Wtedy otrzymałem propozycję otrzymania gratisowej próbki do celów testowych. Ceną ma być napisanie na forum, jakie poczyniłem obserwacje.
Chyba, podejście jest uczciwe.
Aby ocena była bardziej miarodajna, preparatem podzielę się z tymi pszczelarzami, którzy wraz ze mną zakupili 5 litrowy kanister „Beevitalu” i podobną metodą przystąpią do testów.

Nie wiem, czy moje słowa przeczyta ktoś, kto będzie 7 listopada na spotkaniu w MinRolu. Jeżeli tak, to może użyłby ich jako argumentu za wprowadzeniem (choćby warunkowo w trybie testowym) obu tych preparatów w roku 2008 do programu zwalczania warrozy w miejsce nieskutecznego już Baywarolu. Pełnią szczęścia byłaby choćby częściowa refundacja, skoro zaoszczędzone zostaną środki po Baywarolu.
Nie zmieniłem swojego zdania o preparatach ekologicznych, bo nadal pozostaję zwolennikiem ciężkiej chemii, która definitywnie morduje pasożyta. W sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy – brak skutecznych leków – każdy lek jest dobry, nawet święcona woda z Lourdes, jeżeli tylko pomoże przeżyć pszczołom. Wszelkie animozje nie mają tu racji bytu, podobnie jak bezkrytyczny wybór jednego tylko leku. W tym przypadku pozytywnym jest twierdzenie, że cel uświęca środki. Oby tylko decydenci nie mieli zbyt daleko w drodze po rozum do głowy.

P.S. Wiecie, co najbardziej mnie zdumiewa?


Funkcjonowanie naszego kraju. Pomimo istnienia powołanych do tego celu instytucji i organizacji – pszczelarze i handlarze – sami swoimi działaniami są zmuszeni ich zastąpić w doborze leków, aby pszczoły przeżyły. Jakby tego było mało muszą udowadniać urzędnikom, że ich wybór - leków, czy środków produkcji jest bardziej słuszny od wyboru biurokratów, bo to nie biurokraci, na co dzień borykają się z problemami prowadzenia pasieki. Urzędowy upór nie są w stanie pokonać żadne argumenty, nawet takie, że w innych krajach, proponowane przez pszczelarzy rozwiązania sprawdziły się i dobrze funkcjonują.



Zobaczycie, że władze zafundują nam refundacje kwasów, a nie innych leków. Dlaczego? Tego zapewne nie wiedzą nawet sami urzędnicy.

: 2007-11-22, 13:58
autor: Drohne
A co złego jest w stosowaniu skutecznych kw. szczawiowego, czy mrówkowego?! Na zachodzie wielu pszczelarzy znalazło się w takiej sytuacji z leczeniem jak My teraz już ponad 10 lat temu. Większość przeszła na kw. szczawiowy i sobie chwalą, a w niektórych krajach stosują zamiennie kw. mrówkowy ze szczawiowym oraz tymol.
Jeżeli metody biologiczne gwarantują brak oporności i wystarczająco skuteczne leczenie czemu mamy nabijać kabzy firmom farmaceutycznym i ich przedstawicielom???
Popatrzrmy na Niemców i doświadczenia dr Polaczka z kw. mrówkowym, spójrzmy co stosują Włosi, Austryjacy czy inni pszczelarze, których dotknął ten problem.
Wiem, że w Oddziale Pszczelnictwa w Puławach też stosują kw. szczwiowy w jednej ze swoich pasiek od dwóch lat i jakoś nie ma tragedii, a pasieka dobrze funkcjonuje.
Włoska metoda stosowania kw. szczawiwego wymiennie stosowana z „varoksem” lub inną metodą odparowywania jest skuteczna. Może lepiej by było dla pszczelarzy i ich podopiecznych, jak by refundacjom podlegały parowniki do kw. szczawiowego i same kwasy organiczne, ale nie zamiast leków, ale żeby mądry pszczelarz miał wybór i możliwość rotacji leków. Skuteczność, a co za tym idzie wybór pszczelarzy by wyeliminował z refundacji drogie i nie skuteczne leki.


O skutecznej metodzie zwalczania warozy kwasami można przeczytać:www.miesiecznik-pszczelarstwo.pl/artyku ... 04_10.html

: 2008-03-17, 13:25
autor: AntoniS
Pytanie do red. Jaronia:

Czy to prawda że w pańskiej pasiece wystąpił bardzo duży osyp?
Jak duży?

: 2008-03-17, 23:58
autor: avico
Tak, to prawda. Osyp był znacznie większy niżbym mógł się spodziewać.

Uważałem, (bo teraz mam wątpliwości), że moja wiedza była wystarczająca. Jednak na swoje wytłumaczenie mam tylko to, że nie można było przewidzieć zwiększonej lekooporności warrozy, spowodowanej tym, że od lat prezes skierniewickiego koła pszczelarzy handlował listewkami nasączanymi klartanem. Jakiś czas samoróby były skuteczne, ale spowodowały powstanie opornych na fluwalinat i flumetrynę mutacji pasożyta.
Teraz rozumiem, dlaczego u mnie i w innych okolicach powstały ogniska lekoopornej warrozy. Nie mniej, warroza sama się uodporniała, ale niektórzy działacze za kilka złociszy, skutecznie jej w tym pomagali.
Zastosowany późną jesienią Beevital wykazał swoja skuteczność i całkowity brak skuteczności Baywarolu, ale już było za późno na jakąkolwiek reakcję.
Beevitalu użyłem bez przekonania, uważając, że to lipa. Muszę przyznać, że Beevital jest skuteczny, wbrew temu, co usiłują niektórzy sfilcowani naukowcy udowadniać. Kiedy dowiaduję się o niektórych pseudonaukowych wystąpieniach, to zadaję sobie pytanie - kto tym ludziom płaci pobory? Przecież tak społecznie nie narażaliby swojego autorytetu na szwank. Całe szczęście, że nie są to nasze wybitne autorytety, bo wtedy polskie pszczelarstwo byłoby skazane na zagładę.
To moja prywatna opinia powstała w wyniku obserwacji i doświadczeń we własnej pasiece i pasiece innych pszczelarzy. Opinię mogę zmienić tylko wtedy, kiedy będę miał wgląd w wyniki naukowych badań. Obecnie twierdzę, że (jak na razie) naszą szansą są dwa preparaty: Beevital i Bienen Wohl.
Może się to niektórym nie podobać, ale nie dbam o to, bo dla mnie liczy się polskie pszczelarstwo i pszczoły, a nie interesy jakiejś firmy. Wystarczy, że sam poniosłem straty, a wiedząc jak się bronić, informuję o tym innych.
Nie handluję Beevitalem, czy Bienen Wohl i nie mam interesu w marketingu tych preparatów, tak jak ich przeciwnicy w promowaniu nieskutecznych leków. Nie narażałbym swojej opinii, gdybym sam się o skuteczności nie przekonał. Skoro nie wstydziłem się przyznać, że poniosłem duże straty, tak nie wstydzę się poinformować o skutecznej obronie.

***********************************

[ Dodano: 2008-03-22, 20:33 ]
Wiedza reglamentowana

Strata choćby jednej rodziny jest przykra i pszczelarz rozważa, co źle uczynił. Kiedy właściciel pasieki, mający staż i wiedzę doznaje szoku widząc martwe pszczoły usiłuje znaleźć nie tylko przyczynę, ale i sposób zapobiegania. Lepiej jest uczyć się na uniwersytetach niż na błędach, choć nie wszyscy naukowcy mogą być autorytetami. Nich tego dowodem będzie referat B. Polaczka z Berlina. W ciągu 15 lat liczba pszczelich rodzin w Niemczech zmniejszyła się o 511.639. W Polsce o połowę. Od pojawienia się warrozy nie zmieniono zasad i sposobów jej zwalczania. Ostatnio zalecano leki o wątpliwej skuteczności i reglamentowano wiedzę na ten temat. Przecież nie można dać wiary, że naszym naukowcom były obce wyniki badań i obserwacje poczynione w innych krajach. O działalności pszczelarskiej organizacji na tym polu nie wspomnę, aby się nie denerwować.
Czy aż informacji z Berlina trzeba było na Konferencji w Puławach, aby dowiedzieć się wiarygodnie o przyczynach i skutkach? Przecież naukowa współpraca, a co najważniejsze – informowanie pszczelarzy o sposobach radzenia sobie z zagrożeniem są priorytetem.
Tymczasem, co mamy?
Mamy nieskuteczne leki i naukowców podważających skuteczność ekologicznych preparatów, które z tylko im znanych przyczyn nie są miłe, choć mogłyby uratować część pszczelich rodzin. Tym bardziej, że preparaty są znane od kilku lat i mają liczne certyfikaty.
Nie potrafię zrozumieć, dlaczego tak wielka jest niechęć do jednego z preparatów, ani czym jest ona spowodowana, że po referacie młodego naukowca, który wiarygodnie przedstawił preparat w pozytywnym świetle, inny naukowiec zadał mu pytania i niczym obszczymurkowi przy tablicy w szkole nakazał odpowiadać krótko i szybko.
Krótko i szybko można mieć tylko stosunek z TIR-ówką, a nie referować wyniki pracy naukowej. Chyba, że taki model naukowych badań jest w naszych placówkach normą i wtedy nie mam więcej pytań o przyczyny klęski. Bo spadki pszczelich rodzin w takim rozmiarze są klęską narodowej gospodarki, a nie tylko pszczelarza. Gdyby coś podobnego wydarzyło się w czasach stalinowskich, to winni zaniedbań, uznani za sabotażystów pasaliby białe niedźwiedzie.
Tak, jestem rozżalony, bo za spadek pszczół obwiniam po części tych, którzy rekomendowali, taki a nie inny model walki z warrozą. To prawda, że koledzy pszczelarze zarzucają mi, iż mogłem jeszcze odymić rodziny apiwarolem.
Mogłem, ale w zaleceniach procedury zwalczania warrozy nie był przewidziany wariant braku zaufania do renomowanego leku i regulowanych przepisami procedur leczenia. Przecież otrzymując receptę od lekarza nie „doleczam” się sam, bo ten może być głupi lub skorumpowany i przepisze mi nieskuteczny lek producenta, z którym łączy go coś więcej niż farmakopea.


Ślepy zaułek

Jest nowy sezon, a pszczelarze nie znają procedur postępowania w pasiekach porażonych warroza i zagrożeniem CCD. Nie mają wiedzy, czym i jak zwalczać pasożyta. Jest gorzej niż wtedy, kiedy warroza do nas przybyła. Ktoś powie, mamy jeszcze apiwarol, kwasy, tymol , etc.
Tak, apiwarol będzie wycofany (dyrektywa UE), kwasy – może są skuteczne, ale ryzykowne w podawaniu i brak jest konkretnych procedur i zaleceń. Za mało dam - nie będzie skutku, dam za dużo - zabije pszczoły. Tymol śmierdzi okrutnie i wywołuje błądzenie pszczół. Może są fani miodu o posmaku gabinetu dentysty, który też gustuje w tymolu i wywierciwszy nam dziurę w zębie pakuje tymol dla dezynfekcji. Przy cennych matkach grozi to ich śmiercią. Z drugiej strony, to nie pszczelarz powinien szukać rozwiązań.
Jak na razie, gra orkiestra, naukowcy i związkowcy się bawią, a nasz Titanic tonie.



**************************
Materiały z Naukowej Konferencji Pszczelarskiej, Puławy 2007
REGULARNE STRATY RODZIN PSZCZELICH

B e n e d i k t P o l a c z e k , B u r k h a r d S c h r i c k e r
Freie Universität Berlin, Fachbereich Biologie, Chemie, Pharmazie, Institut für Biologie / Zoologie, Bienenforschung, Königin-Luise-Str. 1-3, 14195 Berlin

W 1993 roku w Niemczech było 109701 pszczelarzy. Posiadali oni 1214702 rodzin pszczelich. Obecnie mamy tylko 82398 pszczelarzy z 703063 rodzinami. Przyczyny ubytku pszczelarzy oraz rodzin pszczelich są złożone i jest ich wiele.
Najważniejsze z nich to braku następców oraz ogromne straty rodzin od czasu pojawienia się w Europie pasożyta Varroa destruktor. Pojawiające się z roku na rok straty w niektórych pasiekach prowadzą do porzucenia hodowli pszczół przez dotkniętych pszczelarzy. W dniu dzisiejszym rodziny pszczele nie potrafią żyć bez ludzkiej pomocy. Pszczelarze regularnie zwalczają roztocza w rodzinach, jednak walka ta jest coraz trudniejsza. Przed 15 laty w Berlinie warrozę zwalczano tylko raz w roku (w październiku lub listopadzie). Obecnie pasożyty zwalczamy kwasem mrówkowym zaraz po ostatnim miodobraniu oraz późną jesienią. Jedną z przyczyn coraz słabszego działania akarycydów jest ich gromadzenie w wosku i powstanie rezystencji wśród roztoczy. By zapewnić wysoką skuteczność akarycydy z roku na rok powinny zawierać coraz więcej aktywnej substancji w wprowadzanej do ula dawce. Zwiększanie dawki przez producenta ograniczają jednak prze pisy prawne.
Pszczelarz sam może zapobiegać powstawaniu rezystencji przez:
1. częstą zmianę stosowanych warroacydów,
2. częstą wymianę plastrów,
3. stosowanie węzy wolnej od akarycydów.
Zakładamy, że w lutym w rodzinie pszczelej znajduje się 50 roztoczy oraz, że w miesiącu rozwinie się tylko jedno pokolenie roztoczy otrzymujemy następującą tabelę.
Ilość roztoczy w miesiącach:
luty 50
Marzec 100
Kwiecień 200
Maj 400
Czerwiec 800
Lipiec 1600
Sierpień 3200
Wrzesień 6400
Październik 12800
Dane w tabeli są wyliczeniami teoretycznymi, są one jednak bardzo realne. Z praktyki pszczelarskiej wiemy, że wiele dobrych rodziny gospodarczych (poprzedniego sezonu) ginie na początku zimy. Rodziny takie są stosunkowo silne jeszcze w momencie jesiennego podkarmiania. Szybko przenoszą i zasklepiają poddany syrop. Przeprowadzony późną jesienią zabieg zwalczania warrozy nie zapowiada zbliżającej się katastrofy.
Dlaczego więc większość rodzin pszczelich ginie w grudniu i w styczniu?
Patrząc do uli po straconych rodzinach stwierdzić można, że pszczoły przygotowane były dobrze do zimy (wystarczająca ilość dobrze zasklepionego pokarmu). Na plastrach brak śladów chorób pszczół. Matka z niewielką ilością pszczół zginęła z głodu na środku pustego plastra. Przeprowadzane badania laboratoryjne (pszczół i pokarmu) są negatywne i nie dają odpowiedzi na przyczyny śmierci pszczół. Główną przyczyną wylotu zimą pszczół z ula jest ich skrócone życie. Wcześniejsza śmierć pszczół spowodowana jest ich uszkodzeniem. Uszkodzenia te pochodzą najczęściej od żerowania pasożytów na rozwijających się poczwarkach oraz żerowania ich na dorosłych pszczołach.
Dlaczego co trzy lata masowo giną rodziny pszczele?
Patrząc na przedstawiony przykład stwierdzić należy, że rodziny bez skutecznego zwalczania warrozy nie przeżyją zbliżającej się zimy. By temu zapobiec pszczelarze przeprowadzają dwa zabiegi zwalczania pasożyta. Pierwszy zaraz po ostatnim miodobraniu, drugi – późną jesienią. Akarycydy zabijają roztocza Varroa destructor w 95%. Z roku na rok ilość pasożytów zimujących w rodzinach zwiększa się. Po dużych stratach rodzin pszczelich pszczelarze przystępują do odbudowy pasieki tworząc nowe odkłady. Podzielone rodziny oraz dwa zabiegi zwalczania pasożytów zapewniają dobre przezimowanie. W drugim roku rodziny pszczele dzielone są dalej, ponieważ w pasiece są jeszcze puste ule. Liczny podział rodzin oraz dwa zabiegi zapewniają małe straty rodzin zimą. W trzecim roku pszczelarze nie wykonują żadnych odkładów, jedynymi nowymi rodzinami w pasiece są naturalne roje. Pomimo dwóch zabiegów zwalczania pasożyta trzeciej zimy dochodzi do masowych strat rodzin pszczelich.

Tworzenie odkładów w pasiece
zapewnia: – pozyskanie nowych rodzin gospodarczych na przyszły sezon – łatwiejszą i skuteczniejszą walkę z warrozą,
zapobiega: – zimowym stratom rodzin pszczelich.
Z przeprowadzonych przez nas innych doświadczeń wiemy, że rodziny, z których nie wykonuje się odkładów, nie odbiera się zasklepionego czerwiu czy pszczół giną późną jesienią tego samego roku. By zapobiec stratom rodzin, z każdej rodziny gospodarczej należy utworzyć od kład. Młode, dobrze rozwinięte rodziny zimują zawsze lepiej od starych rodzin gospodarczych. Zapewniają one również wyższe zbiory miodu w przyszłym roku.




**************************************


[ Dodano: 2008-03-23, 11:10 ]
Jadąc z Czech, odwiedziłem nową siedzibę firmy Łysoń w Kętach. Zainspirował mnie do tego pszczelarz, który zadzwonił do mnie jak byłem w pobliżu Bielska Białej skąd do Kętów jest blisko. Na miejscu dokonałem interesujących obserwacji: Widziałem produkcję węzy, uli ze styropianu, wirówek itp. Napiszę o tym w „Pszczelarstwie”.

Urządzenia do odymiania i odparowywania

Kiedy brak jest jednolitego programu zwalczania warrozy, a pszczelarze sami ratują się jak mogą i produkują mniej lub bardziej udane urządzenia do odymiania apiwarolem lub do odparowywania kwasu szczawiowego, sprzedawcy sprzętu też szukają rozwiązań. O naszych problemach i pozostawieniu samych sobie jest na tyle głośno w pszczelarskim świecie, że w jednym z krajów b. Jugosławii producent sprzętu skonstruował „odymiacz” do tabletek apiwarolu. Wszak wiadomo nie od dziś, że czeskie bibułki, na które z jednego końca nanosimy amitrazę lub fluwalinat, a z drugiego podpalamy, spalają się bez problemów. Do tego podpalanie od końca wolnego od leku nie naraża nas na wdychanie trucizny. W jakim procencie spala się apiwarol, wiedzą tylko ci, którzy go stosują i na własnym zdrowi przekonują się ile tego aromatycznego dymu można się nawdychać. Dlatego są konstruowane rozmaite urządzenia mające na celu poprawę spalania i ochronę zdrowia. Do spalania apiwarolu został skonstruowany lekki i estetycznie wykonany „odymiacz” zasilany dwiema bateryjkami. Jest łatwy do czyszczenia i konserwacji, bo kominek-palenisko zdejmuje się z urządzenia. Cena – 165zł.

Z odparowywaniem kwasu szczawiowego pszczelarze też radzą sobie sami budując rozmaite aparaty. Ten sposób aplikacji jest trudniejszy, bo nie wystarczy podmuch powietrza i małe bateryjki. Musimy w krótkim czasie uzyskać odpowiednią temperaturę, która doprowadzającą kwas szczawiowy do sublimacji (Sublimacja – przemiana fazowa bezpośredniego przejścia ze stanu stałego w stan gazowy z pominięciem stanu ciekłego), a następnie osadzenie się na pszczołach, plastrach etc, w wyniku odwrotnego do sublimacji zjawiska resublimacji. Takie urządzenie jest energochłonne (zasilanie z małego akumulatora), a element grzejny musi mieć sporą moc przy niewielkiej powierzchni grzania. Amatorskie urządzenia nie zawsze spełniały oczekiwań. Pokazane na zdjęciu urządzenie posiada parownik wpostaci miseczki do nasypania kwasu i przeprowadzenia sublimacji oraz pozwala zamknąć wylot ula paskiem blachy z naklejoną gąbką uszczelniającą.
Proces odparowania kwasu następuje dopiero o podłączeniu prądu, kiedy parownik znajdzie się w okolicy środka ula, a wylot będzie szczelnie zamknięty.
Urządzenie jest droższe i kosztuje 250zł.

Mój opis nie jest reklamą, ale pomocą w walce z pasożytem. Tym bardziej, że przy mnie kurier przywiózł z zagranicy paczki z tymi urządzeniami i nikt ich wcześniej nie importował. Teraz jest jeszcze odpowiedni okres walki z warrozą i dlatego pokazuję urządzenia wraz z ich ceną i firmą, gdzie można je kupić. Jak widać, nie promuję tylko jednego produktu.

Kliknij w zdjęcia aby je powiększyć i zobaczyć szczegóły.

: 2008-08-05, 13:28
autor: Drohne
Pytanie do szanownego Kol. Avico:
Czy to prawda, że minionej zimy(2007/08) w jednej z Pańskich pasiek na 80 rodzin spadło 78?
Czy prawdą jest, że jednyne dwie ocalałe były na próbę potraktowane przez Pana BeeVitalem, a pozostałe nie?
Jeżeli to prawda to co Pan dzisiaj myśli o BeeVitalu i kw. szczaiowym?

Pozdrawiam gorąco!
Drohne

: 2008-08-05, 18:44
autor: avico
Odp. 1. Tak.
Odp. 2. Nie

Naśmiewałem się z Beevitalu. Uważałem, że to leczenie syfa pudrem. Kiedy przekonałem sie, ze TO działa, to w tym roku odbudowane pasieki traktuję tylko Beevitalem. Jak padną - napiszę. Podobnie, kiedy przeżyją.
Zauważyłem (o czym napiszę), że łatwiej przyjmow3ane są matki w rodzinach polanych Beevitalem. Kupując pszczoły do odbudowy pasieki miałem wścieklice. Nie reagowały nawet na dym z rozmaitymi paskudztwami spalanymi w podkurzaczu. Polane Beevitalem łagodniały niczym baranki. Skoro tak, to może polane Beevitalem połączą się bez awantur? Oczywiście, ze tak!

Nie wypowiadam się na temat kwasów, bo od zawsze miałem do nich awersje. Skoro kwas działa na pasożyta, to tak samo działa na pszczoły. mam sygnały z Niemiec, że na kwas mrówkowy warroza uodporniła się.
Temat zostawiam redakcyjnemu koledze Gierchatowskiemu, który wkrótce ma jechać do Skandynawii i napisze na temat kwasów. Stosować - czy nie.
Osobiście nie stosowałbym.

Ważna informacja!

Używanie tymolu dyskwalifikuje miód. 1 raz wprowadzony do ula tymol zapaskudzi nam miód na około 3 - 4 lata! Wkrótce o tym napiszę powołując się na obowiązujące prawo.
Zatem, zwracajmy uwagę na skład leków.

: 2008-09-20, 01:04
autor: Drohne
Dziękuję Panie Jacku za wyjaśnienie.Doszły mnie takie pogłoski, że właśnie te dwie ocalałe z tej 80 pniowej pasieki to były potraktowane na próbe stickami BVHC'nu.
Przepraszam za dociekliwość, a być może nawet wścibskość, ale szukałem argumetu potwierdzającego skuteczność BVHC'nu.
Zrażony do Baywarolu i równiez boleśnie doświadczony poprzedniej zimy przeszedłem na BVHC+ALV i poprawka kw. mrówkowy.Schemat leczenia wyglądał następująco:
Lipiec :
3 x BVHC w odstępach 6-7 dni
Siespień :
3 x ALV co tydzień wymiana płytek
Wrześień:
(08.09.) - 1 x BVHC
(13.09.) - 1 x kw. mrówkowy(100g 85 % - w postaci płyty od Łysonia)

W trakcie 3 tyg lipcowego stosowania BVHC na dennicy były wkładki samoprzylepne pod siatką o oczkach 3,5 mm, przed zastosowaniem ALV'u wymienione na nowe i przed wrześniowym zbiegiem BVHC znowu czyste wkładki ponownie wymienione w dniu podania kwasu mrówkowego.

Efekty :
W lipcu było ciepło powyżej 25 stopni wiec BVHC dawałem póżnym wieczorewm i w ciągu trzech tyg. od 5 do 19 roztoczy, po ALV'rze sypneło się dopiero w dugim tygodniu(średnio 50 roztoczy), ale zabieg wrześniowy BVHC'nem dopiero mnie przestraszył(10-40 roztoczy), a po tygodniu kw.mrówkowego 4-9 roztoczy.

Może troszeczke przesadziłem z tą ilością różnych środków, ale chciałem kw. mrówkowym sprawdzić taki schemat leczenia BVHC w lipcu + ALV w sierpniu.

Jeszcze się zastanawiam nad kw.szczawiowym pod konniec pażdziernika dla zupełnej kontroli, ponieważ nie chcę stosować Apiwarolu(tak jak wpomiałem w jednym z poprzednich postów przchodze na Bio i nie bardzo mi pasuje truć się amitrazom).

Pozdrawiam
Drohne

: 2009-02-15, 09:22
autor: nogoglaszczka76
Koledzy jak pszczoły?

: 2009-02-15, 14:55
autor: Fringilla
Normalnie pół metra pod śniegiem.

: 2009-02-15, 16:04
autor: Stanisław Zbieg
Kolego "Nogoglaszczka " - pszczoły po dokonanym oblocie w zeszłym tygodniu, ponownie w zawiązanych kłębach, czekają następnego oblotu, co może mieć miejsce nawet w marcu.
Teraz obfity śnieg zasypuje ule, ale to w górach "normalka", gorzej bywało gdy do tego dochodziły silne mrozy.

Oby tak do wiosny !

Pozdrawiam :705: Stanisław Z.

: 2009-02-15, 16:33
autor: Gruby_r
U mnie to samo, no może tylko sniegu więcej niz pół metra.