Strona 19 z 23

: 2012-11-04, 22:12
autor: pasieczna
Dobry wieczór Państwu,

bardzo mnie cieszy, że zakończyli Panowie z jawnie okazywanym ostracyzmem w stosunku do mojej osoby. To tylko uwaga tak zupelnie na marginesie.

"Tak całkiem w skrócie, zakwestionowano panu dr te 160 -180 dni, kiedy warroza zdycha ze starości jak nie ma czerwu. (wykazują że jest to 150-300 dni)"

Szanowny Panie Eryku! Nie demonizujmy tego roztocza. Czytałem w wielu źródłach o możliwości przeżycia samic V. destructor w rodzinie pszczelej do 160 dni, w innych do 180 dni,
a jeszcze w innych do 200 dni. Gdyby V. destructor mogła przeżyć 300 dni, to podważyłoby Pańską radość (dodam, że w pełni uzasadnioną) z posiadania uli z ruchomymi dennicami, które problem przerywania czerwienia matek, rozwiązują w sposób dla pszczelarza dziecinnie łatwy.

"Co do temperatur zeszłej zimy, to najbardziej utkwiło mi w pamięci minus 28 stopni podczas mojego pobytu w Pszczelej Woli i liczne awarie sieci wodociagowych. ;-)'

Sprawdziłem w notatkach. Istotnie mógł Pan porządnie zmarznąć, bo mrozy zaczęły się minionej zimy 20 lutego. Wcześniej było bardzo ciepło, co doprowadziło do ogromnych strat w rolnictwie wskutek wymarznięcia ozimin (wszędzie tam, gdzie nie było okrywy śnieżnej). Silne mrozy trwały przez prawie dwa tygodnie i nie miały większego wpływu na rozwój pszczół. Doskonale opanowałem sztukę przerywania czerwienia matek wczesną jesienią w ulach ze stałymi dennicami. Po prostu, w połowie września zabierane są ramki nadstawkowe i zamykam nadstawkę specjalnymi listewkami (snozy), bez zamykania uliczek w gnieździe. Jak jest otwartych od 8 do 10 uliczek, to cudów nie ma - pszczoły nie są w stanie ogrzać gniazdo tak, aby były odpowiednie warunki do znoszenia jaj. Do połowy października, w pasiece praktycznie nie ma czerwiu. Ale nie można tak utrzymywać rodzin przez całą zimę. W końcu należy zatkać gniazdo (płótnem powałkowym lub beleczkami) i przy tak ciepłym grudniu, styczniu i prawie dwóch dekadach lutego, królowe znowu zaczęły czerwić. Ciekaw jestem jaka była u Panów sytuacja z czerwiem np. w połowie stycznia?

Co do przeciskania się królowej przez izolator, uszkodzeń ciała, są to czyste dywagacje nie poparte żadnymi obserwacjami. Podam Państwu przykład z ostatniego roku. Jedna rodzina, kolejno ścieła mi dwie matki. Ponieważ łączyłem rodziny (połowa lipca), miałem jedną, tegoroczną królową już rozczerwioną, z którą nie miałem co zrobić. Założyłem ją do tej rodziny, która nie przyjmowała matek. Ten proces już trwał pewien czas i w tej rodzinie nie było już odkrytego czerwiu. Zapomniałem ten ul zaznaczyć i kiedy za 4 tygodnie (połowa sierpnia) sprawdzałem stan połączonych rodzin, przypomniałem sobie o tej matce. "No to cześć" - pomyślałem. "Wyhodowałem sobie klasyczną trutówkę!" Patrzę, a w klatce biega zdrowa królowa, a obok niej znajdowały 3 pszczoły. Już na nic nie czekałem i wypuściłem ją prosto na ramkę. Rodzina przez ten czas mocno osłabła, ale ta matka zdołała ją jeszcze przygotować do zimowli (zimuje na 8 ramkach wielkopolskich). Mogłem ja jeszcze połączyć, ale ciekaw jestem jak będzie się zachowywała na wiosnę, dlatego ją zostawiłem.

Dlatego, podchodząc z dużą ostrożnością do izolatora dr P. Chmary, jednak nie mam podstaw, aby nie uwierzyć, że matka w dużym izolatorze może przebywać w nim przez kilka miesięcy, zimować w nim może bez żadnej szkody dla niej i dla rodziny pszczelej. Zimą pszczołom matka jako taka nie jest potrzebna tylko POTRZEBNY JEST FEROMON MATCZYNY. Gdybyśmy potrafili umiejętnie dozować feromon matczyny tak jak to robią królowe, to jestem tego pewny, że pszczoły świetnie zimowałyby bez matki. Ale takie działanie musi pozostać w sferze marzeń. Przynajmniej na razie. Natomiast, w artykułach P. Chmary i na wykładzie nie ma mowy o tym aby wkładać matkę do izolatora już w lipcu i wypuszczać na wiosnę. Z tego co zrozumiałem, ukraińscy pszczelarze zakładają izolator z matką na przełomie września z październikiem, a wypuszczają królową w momencie kiedy pszczoły masowo zaczynają znosić do ula pyłek. Natomiast latem izolują matki na okres dwóch tygodni w czasie kwitnienia akacji i na gryce. Ponoć zwiększa to wydajność miodu z pnia. Sprawy te są zupełnie podobne do działania tradycyjnych izolatorów. Myślę, że w naszych warunkach okres przetrzymywania matek w izolatorach dr Chmary trwałby ok. 4 do 5 miesięcy. Trochę zabrakłoby czasu, by nastąpiło pełne samowyleczenie z warrozy rodziny pszczelej ale ogromna większość samic tego pasożyta padłaby ze starości. Przecież struktura wiekowa populacji warroz wchodzącej w zimowlę jest bardzo zróżnicowana i tylko kilka lub kilkanaście % z ogólnej liczby pasożytów, jest na tyle młoda, by móc przeżyć tak długi okres bezczerwiowy.

Reasumując, uważam, że należy wypróbować izolator dr P. Chmary, który może okazać się
doskonałą sprawą w leczeniu warrozy, szczególnie w pasiekach ze stałymi dennicami, których w Polsce jeszcze jest bardzo dużo.

Jest jeszcze wiele ciekawych aspektów biologii V. destructor, ale nie zawsze dają się w sposób bezpośredni przełożyć na efektywne leczenie naszych pszczół z tego pasożyta. Dlatego nie będę zanudzał Państwo tymi szczegółami.

Pozdrawiam

Maciej Winiarski

: 2012-11-05, 18:14
autor: doktorvaroza
Proszę sobie wejść na stronę http: //freemeteo.com/ i prześledzić historie pogody zimy 2011/12.
Lekka zima zaczęła się 10 listopada , po 10 stycznia wystąpiły mrozy i się nasilały .Koniec stycznia i luty to bardzo silne mrozy .Początkiem marca wystąpiły także silne mrozy. Zima nie odpuszczała ,aż do kwietnia. W wielu regionach Polski ziemia była zamarznięta na głębokości 40 cm. Po 10 kwietnia zrobiło się cieplej .Zima trwała równo 5 miesięcy i wymroziła mszyce. Wiosna Lato- cały czas napływały zimne masy powietrza z północy albo suche ze wschodu .Wystąpiła susza hydrologiczna, a w wielu rejonach Polski były bardzo niskie średnie opadów deszczu. Ciepłe i parne noce tego lata można policzyć na palcach jednej ręki .
Jak widać przedstawiłem inny pogląd z którym Pan nie musi się zgodzić.

: 2012-11-06, 21:49
autor: pasieczna
Dobry wieczór Państwu,

"Proszę sobie wejść na stronę http: //freemeteo.com/ i prześledzić historie pogody zimy 2011/12.
Lekka zima zaczęła się 10 listopada , po 10 stycznia wystąpiły mrozy i się nasilały .Koniec stycznia i luty to bardzo silne mrozy .Początkiem marca wystąpiły także silne mrozy. Zima nie odpuszczała ,aż do kwietnia."

Zarówno ja, jak i Pan popełniliśmy ten sam błąd: NIE NAPISALIŚMY ZDEZORIENTOWANYM FOROWICZOM NAZWĘ OPISYWANEGO REJONU. Ja podałem uwagi na podstawie obserwacji poczynionych w powiecie opolskim (Śląsk), czyli w rejonie południowo-zachodniej Polski. Po prostu u nas tak było. Obserwacje te nie muszą się pokrywać (byłoby to nawet dziwne gdyby tak było) np. z obserwacjami pogody np. z Suwalszczyzny.

Pozdrawiam

Maciej Winiarski

: 2012-11-10, 09:12
autor: Piotr Nowotnik
Z początkiem października po 2tygodniowym urlopie, po zajściu do pasieki ujrzałem latające pszczoły przy technicznym ulu. Były w nim ramki (byle jak wstawione) po poprzedniej zimowli. Otworzyłem, myślałem, że to moje pszczoły rabujące resztki pokarmu. Po otwarciu ula musiałem wybiec z pasieki, wszędzie były pszczoły tam. Domyśliłem się, że przyleciały pszczoły, które uciekły pod wpływem inwazji warrozy albo głodu. Dzień później ubrałem się i poszedłem na przegląd z moim wujem. Przypuszczenia potwierdził się. Czerwono jak na Kremlu, co druga nosiła czerwoną plamkę, postrzępione skrzydła były u wielu, jakieś tanczące nieskoorydnowane ruchy, dziwne nierównomierne migotanie skrzydełek, niektóre pszczoły "ciągnęły" za sobą czarny, niemal podgniły odwłok. Czerwiu było kilka komórek zasklepionego. Był on rozstrzelony. Załamaliśmy się. Od razu ustawiliśmy gniazdo na 6 ramkach, zawiesieliśmy 4 Biowary, wieczorem dostały 4 litry Apifoodu z Apilaciem, polaliśmy je Beevitalem HC kilkakrotnie, zwęziliśmy wylot. Leczyliśmy bardzo długo ten rój, karmiliśmy przez 3 tygodnie mimo, że już minął termin, tydzień później zaczadziliśmy ul dymem ze spalonej mięty i takiej mieszanki ziół. Polaliśmy sokiem z cytryn. Warroza sypała się od diabła i trochę. Na kartkach które podstawiałem była piękna czerwona mozaika. Zdecydowałem się podjąć jeszcze jeden krok, zakupiłem kwas szczawiowy, I raz miałem do czynienia z tak poważnym środkiem w pasiece. Rozrobiłem roztwór 3,2 % z syropkiem cukrowym i tym polaliśmy uliczki. No po tym jakby odżyły, nieco witalniejsze się stały, matka już czerwiła odkąd zadymiliśmy ul ziołami, objawy zanikły. PSzczoły w pierwszym przeglądzie nie potrafiły podnieść się do lotu, nie potrafiły wkłuć się, bronić gniazda, spadały na ramki. Był nieliczny osyp wtedy na dennicy. Widać, że je bardzo "bolało". Zaraz przed 1 listropada jak już nie widzieliśmy warrozy i na wkładkach było kilkanaście sztuk zdecydowaliśmy się połączyć ten rój z tegorocznym odkładem. O decyzji tej zaważyła niewystarczająca ilość pszczół zimowych oraz fakt, że nie zasklepiły odpowiednio dużej ilości pokarmu na zimę. Pszczoły te były zmęczone, tak więc ubiliśmy starą matkę i dołączyliśmy te pszczoły do silnego odkładu (gdzie króluje Car Primorska od forumowego Polbarta). Ten rój co przyleciał to typowe krainki. Zapachy zrównaliśmy olejkiem eukaliptusowym.

Satysfakcja i co najważniejsze - nowe doświadczenie. Boli mnie tylko jak "drobni" pszczelarze we wsi traktują pszczoły, że te uciekają. Bałem się trochę, wiedziałem, że w ulu jest i Varroa i wirus zdeformowanych skrzydeł i na pewno ostrego paraliżu, w tym przypadku wystarczyło tylko wytępić warrozę. Bo już miałem zamówić Rapicid, szukałem nawet Virkonu żeby zrestartować środowisko w tym ulu. Obyło się bez tego.


Czytałem, że pszczoły uciekają też z powodu silnego zapachu czy szkodnika działającego im na nerwy :D

P.

: 2012-11-10, 09:51
autor: minikron
Piotrze Nowotnik, zastanawiam się jak te pszczoły ze zdeformowanymi skrzydełkami zdołały przylecieć od, jak ich nazywasz "drobnego pszczelarza" do Twojego ula. "PSzczoły w pierwszym przeglądzie nie potrafiły podnieść się do lotu". Czytając ten opis nie mógł mi się nie nasunąć wniosek, że piszesz o swojej rodzinie.
"Techniczny" ul z ramkami, do których pszczoły mają dostęp, "rójka", którą zauważasz kiedy ma już czerw zasklepiony, łączenie chorej rodziny ze zdrowym odkładem, matka czerwiąca w listopadzie, 4 paski biowaru na 6 ramek pszczół....
Echhh... Toż to ręce się załamują :692:
Tak osłabione pszczoły jak je opisujesz to należało wysiarkować, ul zdezynfekować, ramki spalić.
Radziłbym pójść do tego "drobnego pszczelarza" na praktykę.

: 2012-11-10, 11:55
autor: emka24
Piotr Nowotnik pisze:Z początkiem października po 2tygodniowym urlopie, po zajściu do pasieki ujrzałem latające pszczoły przy technicznym ulu. Były w nim ramki (byle jak wstawione) po poprzedniej zimowli. Otworzyłem, myślałem, że to moje pszczoły rabujące resztki pokarmu. Po otwarciu ula musiałem wybiec z pasieki, wszędzie były pszczoły tam. Domyśliłem się, że przyleciały pszczoły, które uciekły pod wpływem inwazji warrozy albo głodu. Dzień później ubrałem się i poszedłem na przegląd z moim wujem. Przypuszczenia potwierdził się. Czerwono jak na Kremlu, co druga nosiła czerwoną plamkę, postrzępione skrzydła były u wielu, jakieś tanczące nieskoorydnowane ruchy, dziwne nierównomierne migotanie skrzydełek, niektóre pszczoły "ciągnęły" za sobą czarny, niemal podgniły odwłok. Czerwiu było kilka komórek zasklepionego. Był on rozstrzelony. Załamaliśmy się. Od razu ustawiliśmy gniazdo na 6 ramkach, zawiesieliśmy 4 Biowary, wieczorem dostały 4 litry Apifoodu z Apilaciem, polaliśmy je Beevitalem HC kilkakrotnie, zwęziliśmy wylot. Leczyliśmy bardzo długo ten rój, karmiliśmy przez 3 tygodnie mimo, że już minął termin, tydzień później zaczadziliśmy ul dymem ze spalonej mięty i takiej mieszanki ziół. Polaliśmy sokiem z cytryn. Warroza sypała się od diabła i trochę. Na kartkach które podstawiałem była piękna czerwona mozaika. Zdecydowałem się podjąć jeszcze jeden krok, zakupiłem kwas szczawiowy, I raz miałem do czynienia z tak poważnym środkiem w pasiece. Rozrobiłem roztwór 3,2 % z syropkiem cukrowym i tym polaliśmy uliczki. No po tym jakby odżyły, nieco witalniejsze się stały, matka już czerwiła odkąd zadymiliśmy ul ziołami, objawy zanikły. PSzczoły w pierwszym przeglądzie nie potrafiły podnieść się do lotu, nie potrafiły wkłuć się, bronić gniazda, spadały na ramki. Był nieliczny osyp wtedy na dennicy. Widać, że je bardzo "bolało". Zaraz przed 1 listropada jak już nie widzieliśmy warrozy i na wkładkach było kilkanaście sztuk zdecydowaliśmy się połączyć ten rój z tegorocznym odkładem. O decyzji tej zaważyła niewystarczająca ilość pszczół zimowych oraz fakt, że nie zasklepiły odpowiednio dużej ilości pokarmu na zimę. Pszczoły te były zmęczone, tak więc ubiliśmy starą matkę i dołączyliśmy te pszczoły do silnego odkładu (gdzie króluje Car Primorska od forumowego Polbarta). Ten rój co przyleciał to typowe krainki. Zapachy zrównaliśmy olejkiem eukaliptusowym.

Satysfakcja i co najważniejsze - nowe doświadczenie. Boli mnie tylko jak "drobni" pszczelarze we wsi traktują pszczoły, że te uciekają. Bałem się trochę, wiedziałem, że w ulu jest i Varroa i wirus zdeformowanych skrzydeł i na pewno ostrego paraliżu, w tym przypadku wystarczyło tylko wytępić warrozę. Bo już miałem zamówić Rapicid, szukałem nawet Virkonu żeby zrestartować środowisko w tym ulu. Obyło się bez tego.


Czytałem, że pszczoły uciekają też z powodu silnego zapachu czy szkodnika działającego im na nerwy :D

P.
W miesiącu październiku:
1.4Biowary
2.Apifood z apilaciem
3.Bee Vital kilkakrotnie
4.Dym z mięty i ziół
5.sok z cytryny
6.kwas szczawiowy
ominęło je:
Rapicid i Virkon.
Myślę,że jest to wynik nauki pszczelarstwa poprzez fora internetowe.
Aż dziw,że te pszczoły nie popełniły zbiorowego samobójstwa,ale może były za bardzo wymęczone.

: 2012-11-10, 17:00
autor: Marcinluter
emka24 pisze:
Piotr Nowotnik pisze:Z początkiem października po 2tygodniowym urlopie, po zajściu do pasieki ujrzałem latające pszczoły przy technicznym ulu. Były w nim ramki (byle jak wstawione) po poprzedniej zimowli. Otworzyłem, myślałem, że to moje pszczoły rabujące resztki pokarmu. Po otwarciu ula musiałem wybiec z pasieki, wszędzie były pszczoły tam. Domyśliłem się, że przyleciały pszczoły, które uciekły pod wpływem inwazji warrozy albo głodu. Dzień później ubrałem się i poszedłem na przegląd z moim wujem. Przypuszczenia potwierdził się. Czerwono jak na Kremlu, co druga nosiła czerwoną plamkę, postrzępione skrzydła były u wielu, jakieś tanczące nieskoorydnowane ruchy, dziwne nierównomierne migotanie skrzydełek, niektóre pszczoły "ciągnęły" za sobą czarny, niemal podgniły odwłok. Czerwiu było kilka komórek zasklepionego. Był on rozstrzelony. Załamaliśmy się. Od razu ustawiliśmy gniazdo na 6 ramkach, zawiesieliśmy 4 Biowary, wieczorem dostały 4 litry Apifoodu z Apilaciem, polaliśmy je Beevitalem HC kilkakrotnie, zwęziliśmy wylot. Leczyliśmy bardzo długo ten rój, karmiliśmy przez 3 tygodnie mimo, że już minął termin, tydzień później zaczadziliśmy ul dymem ze spalonej mięty i takiej mieszanki ziół. Polaliśmy sokiem z cytryn. Warroza sypała się od diabła i trochę. Na kartkach które podstawiałem była piękna czerwona mozaika. Zdecydowałem się podjąć jeszcze jeden krok, zakupiłem kwas szczawiowy, I raz miałem do czynienia z tak poważnym środkiem w pasiece. Rozrobiłem roztwór 3,2 % z syropkiem cukrowym i tym polaliśmy uliczki. No po tym jakby odżyły, nieco witalniejsze się stały, matka już czerwiła odkąd zadymiliśmy ul ziołami, objawy zanikły. PSzczoły w pierwszym przeglądzie nie potrafiły podnieść się do lotu, nie potrafiły wkłuć się, bronić gniazda, spadały na ramki. Był nieliczny osyp wtedy na dennicy. Widać, że je bardzo "bolało". Zaraz przed 1 listropada jak już nie widzieliśmy warrozy i na wkładkach było kilkanaście sztuk zdecydowaliśmy się połączyć ten rój z tegorocznym odkładem. O decyzji tej zaważyła niewystarczająca ilość pszczół zimowych oraz fakt, że nie zasklepiły odpowiednio dużej ilości pokarmu na zimę. Pszczoły te były zmęczone, tak więc ubiliśmy starą matkę i dołączyliśmy te pszczoły do silnego odkładu (gdzie króluje Car Primorska od forumowego Polbarta). Ten rój co przyleciał to typowe krainki. Zapachy zrównaliśmy olejkiem eukaliptusowym.

Satysfakcja i co najważniejsze - nowe doświadczenie. Boli mnie tylko jak "drobni" pszczelarze we wsi traktują pszczoły, że te uciekają. Bałem się trochę, wiedziałem, że w ulu jest i Varroa i wirus zdeformowanych skrzydeł i na pewno ostrego paraliżu, w tym przypadku wystarczyło tylko wytępić warrozę. Bo już miałem zamówić Rapicid, szukałem nawet Virkonu żeby zrestartować środowisko w tym ulu. Obyło się bez tego.


Czytałem, że pszczoły uciekają też z powodu silnego zapachu czy szkodnika działającego im na nerwy :D

P.
W miesiącu październiku:
1.4Biowary
2.Apifood z apilaciem
3.Bee Vital kilkakrotnie
4.Dym z mięty i ziół
5.sok z cytryny
6.kwas szczawiowy
ominęło je:
Rapicid i Virkon.
Myślę,że jest to wynik nauki pszczelarstwa poprzez fora internetowe.
Aż dziw,że te pszczoły nie popełniły zbiorowego samobójstwa,ale może były za bardzo wymęczone.
"Jak nigdy" popieram twój post.... Co za dużo to nie zdrowo.

: 2012-11-10, 18:15
autor: Piotr Nowotnik
"Piotrze Nowotnik, zastanawiam się jak te pszczoły ze zdeformowanymi skrzydełkami zdołały przylecieć od, jak ich nazywasz "drobnego pszczelarza" do Twojego ula."
Sam się zastanawiałem, rój był osłabiony, kilkanaście pszczół dostrzegłem, które miało te skrzydełka wygięte, wyglądały jak popalona folia, takie obkurczone.

PSzczoły w pierwszym przeglądzie nie potrafiły podnieść się do lotu". "Czytając ten opis nie mógł mi się nie nasunąć wniosek, że piszesz o swojej rodzinie."
Nie rozumiem aluzji. Owszem pisałem w pośpiechu, chodziło to, że podrywały się do lotu ale zaraz spadały na ramki na "plecy" i machały odnóżami, nie miały siły podnieść się.

""Techniczny" ul z ramkami, do których pszczoły mają dostęp, "rójka", którą zauważasz kiedy ma już czerw zasklepiony, łączenie chorej rodziny ze zdrowym odkładem, matka czerwiąca w listopadzie, 4 paski biowaru na 6 ramek pszczół....
Echhh... Toż to ręce się załamują :692:"

Drogi Panie, to co wyprawiałem to była niemal reanimacja. Nie mogłem dopuścić myśli, że mogłyby zarazić moje zdrowe rodziny. Ul, w którym były stare ramki nie był zatkany, nie dopilnuję wszystkich szczegółów, jak pisałem, na pasiekę zaszedłem po 2-tygodniowej przerwie i w jednym plastrze było kilka komórek zasklepionych, był to czerw. Nie potrafię ocenić, którego dnia rój zleciał się do ula. Myślę, że na pewno z tydzień już w nim był. Nie w listopadzie, a w październiku, proszę uważnie czytać. Po poddaniu syropu po dwóch tygodniach matka zaczęła intensywniej czerwić - 2 ramki czerwiu. To jest akurat zgodne z teorią. Brakowało im pokarmu. Wszystkie siedziały mordkami w komórkach jak przeglądałem je z wujkem. Przed 1 listopada to połączyłem ten rój z tegorocznym odkładem, gdy byłem pewien, że rój jest już wyleczony. Nie dostrzegliśmy już robotnicy, która miałaby postrzępione skrzydełka. 4 paski Biowaru, bo tyle zostało, ponadto 2 paski biowaru w moich silnych rodzinach nie zadziałały, to było przy mało. Ponadto przy takiej inwazji pasożyta zwiększenie dawki było sensownym pomysłem, moja pasieka, moje pszczoły. Działałem impulsywnie, za wszelką cenę chciałem je odratować. Nie pozostawiłbym tego roju w osamotnieniu, a tym bardziej nie dopuszczam do myśli pomysłu siarkowania ula!!! Po coś ten rój do mnie przyleciał.


"Tak osłabione pszczoły jak je opisujesz to należało wysiarkować, ul zdezynfekować, ramki spalić."
Bzdura. Wolałem je wyleczyć i połączyć z innym rojem. Dopiero jak przeniosłem je do nowego ula, stary wypaliłem.
"Radziłbym pójść do tego "drobnego pszczelarza" na praktykę."

Pan wybaczy ale nie będę chodził do kogoś na praktyki, kto wiruje miód z czerwiem, jesienią zapala 1 tabletkę apiwarolu na rodzinę, nie karmi po miodobraniu bo twierdzi, że sobie uzbierają z pola, daje na zimę 6 kg cukru na ul i ma 7 rodzin w dziurawych ulach. Znam tego pana i podejrzewam, że to od niego nawiały.

Jak coś jest jeszcze niejasne to proszę pisać.


[ Dodano: 2012-11-10, 18:21 ]
emka24 pisze:
Piotr Nowotnik pisze:Z początkiem października po 2tygodniowym urlopie, po zajściu do pasieki ujrzałem latające pszczoły przy technicznym ulu. Były w nim ramki (byle jak wstawione) po poprzedniej zimowli. Otworzyłem, myślałem, że to moje pszczoły rabujące resztki pokarmu. Po otwarciu ula musiałem wybiec z pasieki, wszędzie były pszczoły tam. Domyśliłem się, że przyleciały pszczoły, które uciekły pod wpływem inwazji warrozy albo głodu. Dzień później ubrałem się i poszedłem na przegląd z moim wujem. Przypuszczenia potwierdził się. Czerwono jak na Kremlu, co druga nosiła czerwoną plamkę, postrzępione skrzydła były u wielu, jakieś tanczące nieskoorydnowane ruchy, dziwne nierównomierne migotanie skrzydełek, niektóre pszczoły "ciągnęły" za sobą czarny, niemal podgniły odwłok. Czerwiu było kilka komórek zasklepionego. Był on rozstrzelony. Załamaliśmy się. Od razu ustawiliśmy gniazdo na 6 ramkach, zawiesieliśmy 4 Biowary, wieczorem dostały 4 litry Apifoodu z Apilaciem, polaliśmy je Beevitalem HC kilkakrotnie, zwęziliśmy wylot. Leczyliśmy bardzo długo ten rój, karmiliśmy przez 3 tygodnie mimo, że już minął termin, tydzień później zaczadziliśmy ul dymem ze spalonej mięty i takiej mieszanki ziół. Polaliśmy sokiem z cytryn. Warroza sypała się od diabła i trochę. Na kartkach które podstawiałem była piękna czerwona mozaika. Zdecydowałem się podjąć jeszcze jeden krok, zakupiłem kwas szczawiowy, I raz miałem do czynienia z tak poważnym środkiem w pasiece. Rozrobiłem roztwór 3,2 % z syropkiem cukrowym i tym polaliśmy uliczki. No po tym jakby odżyły, nieco witalniejsze się stały, matka już czerwiła odkąd zadymiliśmy ul ziołami, objawy zanikły. PSzczoły w pierwszym przeglądzie nie potrafiły podnieść się do lotu, nie potrafiły wkłuć się, bronić gniazda, spadały na ramki. Był nieliczny osyp wtedy na dennicy. Widać, że je bardzo "bolało". Zaraz przed 1 listropada jak już nie widzieliśmy warrozy i na wkładkach było kilkanaście sztuk zdecydowaliśmy się połączyć ten rój z tegorocznym odkładem. O decyzji tej zaważyła niewystarczająca ilość pszczół zimowych oraz fakt, że nie zasklepiły odpowiednio dużej ilości pokarmu na zimę. Pszczoły te były zmęczone, tak więc ubiliśmy starą matkę i dołączyliśmy te pszczoły do silnego odkładu (gdzie króluje Car Primorska od forumowego Polbarta). Ten rój co przyleciał to typowe krainki. Zapachy zrównaliśmy olejkiem eukaliptusowym.

Satysfakcja i co najważniejsze - nowe doświadczenie. Boli mnie tylko jak "drobni" pszczelarze we wsi traktują pszczoły, że te uciekają. Bałem się trochę, wiedziałem, że w ulu jest i Varroa i wirus zdeformowanych skrzydeł i na pewno ostrego paraliżu, w tym przypadku wystarczyło tylko wytępić warrozę. Bo już miałem zamówić Rapicid, szukałem nawet Virkonu żeby zrestartować środowisko w tym ulu. Obyło się bez tego.


Czytałem, że pszczoły uciekają też z powodu silnego zapachu czy szkodnika działającego im na nerwy :D

P.
W miesiącu październiku:
1.4Biowary
2.Apifood z apilaciem
3.Bee Vital kilkakrotnie
4.Dym z mięty i ziół
5.sok z cytryny
6.kwas szczawiowy
ominęło je:
Rapicid i Virkon.
Myślę,że jest to wynik nauki pszczelarstwa poprzez fora internetowe.
Aż dziw,że te pszczoły nie popełniły zbiorowego samobójstwa,ale może były za bardzo wymęczone.
Nie, to wynik czytania postów pszczelarzy, którzy oszczędzają na leczeniu pszczół, a później płaczą, że im pszczoły uciekły, albo padły. Wiedzę internetową traktuję jako wiedzę uzupełniającą, z czego te informacje zawsze dzielę na 2. Mam lepsze źródła wiedzy. Co by kol. uczynił gdyby miał taką sytuację jak ja? Ja działam szybciej niż pomyślę, te pszczoły naprawdę wyglądały tragicznie, uważam, że po połączeniu kilku substancji aktywnych można uzyskać oczekiwany efekt, tym bardziej, że jest bardzo dużo postów świadczących o gasnącej skuteczności amitrazy. Zastosowałem dodatkowe środki, bo chciałem aby płyn czy dym objął cały rój, miałem wrażenie że "ocieranie" się pszczół o te badziewne paski mija się nieco z celem.
Wszstko zastosowałem z umiarem, rozsądkiem, w odstępach, aby nie zawalić pszczół chemią.
Jestem zadowolony ze swojego działania.

Jeszcze coś eksperci?? :699:

: 2012-11-10, 19:34
autor: ul z drewna
Piotr Nowotnik "Ja działam szybciej niż pomyślę, ..."
"Wszstko zastosowałem z umiarem, rozsądkiem, w odstępach, aby nie zawalić pszczół chemią."

W miesiącu październiku:
1.4Biowary
2.Apifood z apilaciem
3.Bee Vital kilkakrotnie
4.Dym z mięty i ziół
5.sok z cytryny
6.kwas szczawiowy

Brawo !! ... napisz wiosną, czy świecą jak latarki, oczywiście jeśli przeżyją.
... bo wydaje mi się że w przerwach pomiędzy kaszlnięciami, pszczoły przeklinają pszczelarza.

: 2012-11-10, 20:04
autor: Piotr Nowotnik
ul z drewna pisze:Piotr Nowotnik "Ja działam szybciej niż pomyślę, ..."
"Wszstko zastosowałem z umiarem, rozsądkiem, w odstępach, aby nie zawalić pszczół chemią."

W miesiącu październiku:
1.4Biowary
2.Apifood z apilaciem
3.Bee Vital kilkakrotnie
4.Dym z mięty i ziół
5.sok z cytryny
6.kwas szczawiowy

Brawo !! ... napisz wiosną, czy świecą jak latarki, oczywiście jeśli przeżyją.
... bo wydaje mi się że w przerwach pomiędzy kaszlnięciami, pszczoły przeklinają pszczelarza.
Mało ostrzeżeń masz koleś?

I tak zadziałałem ekologicznie, inni ładują jak nie rakotwórczą amitrazę to różnego rodzaju kwasy. Ważne jest to, że żyją, że udało się je oczyścić, bez tych zabiegów nie przeżyły by nawet pierwszych przymrozków.

Nie wiem o co się czepiacie.

: 2012-11-10, 20:26
autor: emka24
Piotr Nowotnik pisze:Nie wiem o co się czepiacie.
Nawet nie próbujesz zrozumieć-tylko obstajesz przy swoim.

: 2012-11-10, 20:32
autor: minikron
Piotr Nowotnik pisze:
I tak zadziałałem ekologicznie, inni ładują jak nie rakotwórczą amitrazę
Nie wiem o co się czepiacie.
Piotr Nowotnik pisze: zawiesieliśmy 4 Biowary
Dziekuje. Idź sie chłopie poucz i nie zgrywaj fachowca.

Pszczoły tak mocno porażone warrozą, że na co drugiej było widać czerwone kropki nie przeżyją zimy. Łącząc je ze zdrowym odkładem zaraziłeś zdrowe pszczoły wirusami o których piszesz. Siarkując je oszczędziłbyś im powolnego konania.


Ps
Jak już dojdziesz do tego, jak to zrobić, żeby pszczołom dawać na zimę 6 kg cukru i spalać jedną tabletkę apiwarolu, to wtedy weź sie za doradzanie innym. Do tej pory to wyzbądź sie buty i okaż szacunek "drobnemu pszczelarzowi" i ucz się od niego.

: 2012-11-10, 20:57
autor: ul z drewna
Kto by się przejmował ostrzeżeniami, trzeba ratować twoje pozostałe pszczoły.

Owady o kremlowskim porażeniu, jak wspominałeś P.N. już w tej chwili, mogą być już nosicielami różnorakiej maści wirusów.
Pszczoła raz nakłuta przez varroa, zaczyna być nośnikiem bakterii.
Co się dzieje z tak zaatakowaną pszczółka, otóż:
-pojawiają się zaburzenia funkcjonowania organizmu
-spadek masy ciała od 5 do 25%
-skraca życie od 4 do 68%
Wiosną, o ile przetrwają, będziesz miał niespodziankę w postaci np. ostrego paraliżu .. ale w całej pasiece.
Tymczasem może pojawić się "efekt domino" .. jedna pszczółka .. druga pszczółka ... a następnie jeden tuzin pszczółek ..drugi .....

Takie "leczenie" mógłbyś zastosować w na przełomie lipca-sierpnia., nie później. Jesienią przy takim porażeniu robisz sobie .. a głownie pszczółkom krzywdę.

: 2012-11-10, 22:04
autor: Piotr Nowotnik
minikron pisze:
Piotr Nowotnik pisze:
I tak zadziałałem ekologicznie, inni ładują jak nie rakotwórczą amitrazę
Nie wiem o co się czepiacie.
Piotr Nowotnik pisze: zawiesieliśmy 4 Biowary
Dziekuje. Idź sie chłopie poucz i nie zgrywaj fachowca.

Pszczoły tak mocno porażone warrozą, że na co drugiej było widać czerwone kropki nie przeżyją zimy. Łącząc je ze zdrowym odkładem zaraziłeś zdrowe pszczoły wirusami o których piszesz. Siarkując je oszczędziłbyś im powolnego konania.


Ps
Jak już dojdziesz do tego, jak to zrobić, żeby pszczołom dawać na zimę 6 kg cukru i spalać jedną tabletkę apiwarolu, to wtedy weź sie za doradzanie innym. Do tej pory to wyzbądź sie buty i okaż szacunek "drobnemu pszczelarzowi" i ucz się od niego.
Nie zgrywam fachowca, a pan niepotrzebnie się unosi honorem. Nie jestem zabójcą pszczół, lepiej było je wyleczyć, niż dobijać. Nie znacie dokładnie sytuacji i nie widzieliście tego z bliska. Uważam, że postąpiłem właściwie, objawy podejrzewanych chorób zanikły po wyeliminowaniu warrozy i nie możecie mi wcisnąć, że źle postąpiłem łącząc, nie udowodnicie mi tego. Nie mam zamiaru się uczyć od kogoś, kto nie dba o pszczoły, facetowi temu co zimę spadają pszczoły i na wiosnę kupuje od nowa roje.

Jeszcze zobaczymy czy mi przeżyją.

Tak, wracam do nauki, bo nie warto pisać na tym forum.

: 2012-11-10, 22:49
autor: Falco
Piotr Nowotnik pisze:I tak zadziałałem ekologicznie, inni ładują jak nie rakotwórczą amitrazę to różnego rodzaju kwasy.
??? A 4biowary to co??? A kwas szczawiowy??? A Bee Vital kilkakrotnie??? Nawet w soku z cytryny główną "substancją czynną" jest kwas cytrynowy. :690:
Piotr Nowotnik pisze:Nie znacie dokładnie sytuacji i nie widzieliście tego z bliska.
Fakt, znają ją tylko z twojego opisu ;-)
Piotr Nowotnik pisze:Jeszcze zobaczymy czy mi przeżyją.
A daj im Boże ;-)