Waroza

Moderator: krzysglo

ALVIN
Stukacz Junior
Stukacz Junior
Posty: 49
Rejestracja: 2012-01-12, 12:46
Lokalizacja: skawina

Post autor: ALVIN »

I niech tak zostanie na wieki wieków...
Biedna pszczółka ginie marnie BIJ na alarm gdzie popadnie w prasie , radiu , telewizji co by wszyscy zrozumieli …jak ta złota kropla zdrowa .

Awatar użytkownika
adriannos
Starszy Stukacz
Starszy Stukacz
Posty: 228
Rejestracja: 2009-08-17, 13:26
Lokalizacja: Dolnośląskie

Post autor: adriannos »

Witam
Szanowni koledzy i koleżanki.
Przede wszystkim zacznijmy od tego czym jest ten roztocz. Mały wredny krwiopijca wysysający dosłownie życie z pszczół, rozwijający się w ich wczesnych stadiach rozwojowych. Na pszczole pojedynczy osobnik może przetrwać kilka miesięcy. Przeciwnik, wobec którego okazujemy się bezsilni (daj Boże, aby było inaczej). W nawiązaniu do tematu próbowałem wiele środków poczynając od pasków, kwasów, oprysków,, cukru pudru, odymiania (zarówno tego standardowego, jak i różnymi roślinami w tym suszonymi kwiatostanami sumaka). Eksperymentować można, jednakże należy pamiętać o kilku rzeczach.
Po pierwsze nie powinno się eliminować konwencjonalnego leczenia tabletkami do spalania i paskami. Powód jest bardzo prosty. Pamiętać musimy, że nie tylko my mamy pszczoły. Mogą mieć je nasi sąsiedzi, czy nawet ludzie znacznie od nas oddaleni. Większość z nich leczy swoje rodziny i liczy na maksymalne wytępienie tych pasożytów. Przyjmijmy teraz, że akurat ( przypadek ewolucyjny, to znaczy raz na dziesięć miliardów, nie rozbijając to na pokolenia, cechy dziedziczne, budowę chromosomu i dominację czy recesywność) w sekwencji genotypu u pszczół danego pszczelarza, wystąpiła cecha odpowiedzialna za zwiększone samooczyszczanie się pszczół (chłop/kobita mówiąc potocznie miał szczęście).

Teraz rozpatrzmy przypadek A i niech to będzie, że pszczelarz dodatkowo leczy konwencjonalnie swoją populację (to jest pogłowie pszczół w pasiece, czy jak kto woli swoje rodzinki), to może mieć superlatywy. Ta rodzina ma określoną pulę genową, to znaczy cechy dziedziczne są przekazywane przez nią następnym pokoleniom.
Tym co zapewne wiedzą o dominacjach danych genów przypomnę jeszcze, że gen może być recesywny, lub dominujący. To Rozpatrzmy teraz kolejne wersje wariantu A (tylko przykładowe, może ich być więcej). Będę pisał na "chłopski rozum" i nie będę bawił się w wyliczenia procentowe prawdopodobieństwa.

Gen okazał się recesywny

A11: Kilka matek unasieniło się trutniami od odpornej rodzinki (czy tego szczęściarza, czy jego sąsiadów), gen nie ujawnił się w pierwszym pokoleniu Matek, które się unasieniły na pasieczysku. Pszczelarz leczył konwencjonalnie pszczoły i przeżyły. Gen został zachowany do pokolenia drugiego i ma jakąś szansę się w nim ujawnić (25% jeśli będzie szczęście, trutnie i matki potomne od tych matek w najlepszym przypadku). Rodzinka odporna przetrwała, więc drugie pokolenie ma szansę być skrzyżowaniem między sobą i rodzinką odporną (pszczoły gospodarzowi musiały by się często roić i musiałby wymieniać matki tylko na te z własnej pasieki, aby otrzymać choć kilka % więcej). Pszczoły rozniosły minimalną ilość destruktora po okolicy i mało go przyniosły. Populacja pasożyta jest stabilna na względnie niskim poziomie.

A12: Żadna matka nie unasieniła się na pasieczysku od rodzinki odpornej. Rodzinka odporna przeżyła do następnego sezonu. Gen został zachowany. I może jeszcze ujawni się u innych rodzin, gdy tam będzie wymieniana matka. Pszczoły rozniosły minimalną ilość destruktora po okolicy i mało go przyniosły. Populacja pasożyta jest stabilna na względnie niskim poziomie. Bo ktoś je leczy konwencjonalnie.

A13: Żadna matka nie unasieniła się, odporna rodzina się osypała. Gen poszedł w cholerę. Pszczoły rozniosły minimalną ilość destruktora po okolicy i mało go przyniosły. Populacja pasożyta jest stabilna na względnie niskim poziomie. Bo ktoś je leczy konwencjonalnie. Pszczelarz jest zadowolony i sąsiedzi też (bo dalej mają pszczoły).

A14: Matki się unasieniły, rodzina odporna padła. W pokoleniu F1 Nie będzie odporności, a w kolejnych pokoleniach tylko 25% wyjdzie na odporne. Dalej mamy owady, bo pszczoły są leczone.

Ponieważ tych przykładów można jeszcze wymieniać od diabła, poprzestanę na tym co mamy. Wynika z tego, że warto jest jednak leczyć konwencjonalnie pszczoły, bo chociaż je mieć będziemy. A matki kupujemy w takim wypadku młode, nie inseminowane (bo chcemy przecież mieć ten w swojej puli). Niech teraz podniosą ręce ci co kupowali zawsze tylko matki niezapłodnione.

Gen dominujący (pszczelarz dalej leczy swoje rodzinki). Będę pisał skrótowo, chyba, że ktoś chce wypracowanie na 30 stron lub więcej.

A21: Jakieś matki się unasieniły trutniami. Rodzinka przetrwała. Fajnie pokolenie 1 od tej rodzinki 100% odporne, w kolejnych pokoleniach już mniej. Wszystkie pszczoły są leczone, każdy jest w miarę zadowolony.

A22: Nic się nie zapłodniło( albo zapłodniło tym, co genu odporności nie miało), odporna rodzinka żyje. Fajnie. Może w kolejnych latach się jej poszczęści. Wszystkie pszczoły są leczone, każdy jest w miarę zadowolony.

A23: Nic się nie zapłodniło, Odporna rodzina zamarła, geny poszły pa pa. Wszystkie pszczoły są leczone, każdy jest w miarę zadowolony. Pszczoły w końcu mają wszyscy.

A24: Mamy matki składające odporne potomstwo, rodzinki odpornej nie ma. Gen jest. Wszystkie pszczoły leczymy i mamy pasożyta w większym niż mniejszym stopniu na smyczy.

A teraz przypadek gdy gdy leczymy tylko niekonwencjonalnie.
Ponieważ oczy za pewne zaczęły już wszystkich boleć od czytania wspomnę, że coś tam zwalczymy. Pozarażamy warozą sąsiadów. Większość rodzin się osypie. No chyba że gen jest dominujący. W tedy do wykształcenia całkowicie odpornej populacji w najgorszym wypadku w całej okolicy ( u nas i u sąsiadów) zostanie tylko jedna rodzina. Kupimy odkłady, co na wiosnę znowu ich może nie być, bo będzie znowu jedna rodzina, w której dodatkowo matkę wymienimy, bo stara była i jakaś taka niemrawa.

A jak ktoś w ogóle nie leczy?
Mniej więcej jak powyżej, z tym, że znajomi nas zlinczują jeśli się o tym dowiedzą.

W tych dwóch ostatnich przypadkach sami sobie praktycznie tworzymy osypy, jak nie CCD.

Najlepiej jest leczyć wychodzi na to konwencjonalnie i niekonwencjonalnie jednocześnie. Z tym że pamiętajmy o tym, żeby nie łączyć leków od weterynarzy z niekonwencjonalnymi (bo reakcje chemiczne są różne, a na chemii się to opiera) i nie cudować z niekonwencjonalnymi jak mamy w ulach miód ( Cukrem można go zafałszować, a chwastem można go zatruć). Kto z was chciałby być zatrzymany, bo jego kuzyn, ojciec lub babcia otruł się miodem z jego pasieki? Eksperymentujmy pod koniec sezonu, a przy szyszkach i sumaku radzę dawać kartki z olejem na dno, inaczej większość roztoczy wróci na pszczołę, bo ta najpierw będzie ul wentylować, a dopiero potem go sprzątać. Jak krwiopijca się nie przyklei, to się ocknie i wlezie na tę pszczółkę sanitarną. TO JEST TYLKO DODATEK.

Z powyższych można na wydedukować, że przy braku SPECJALISTYCZNIE PROWADZONEJ SELEKCJI, na którą stać niestety tylko kogoś, kto ma konto z więcej jak sześcioma zerami i przy całkowitym braku leczenia większa populacja odpornych pszczół powinna się wykształcić przy upadku jakiś 99,(9)% całkowitej populacji pszczół. TO JEST WŁAŚNIE PIĘKNO I ZMORA EWOLUCJI. Cecha wykształca się przez pokolenia. Nam od małpy do homo sapiens sapiens zajęło to kilka milionów lat. Sam nasz długi kciuk był osiągnięciem przeogromnym, bo dawał nam narzędzia.

Dla mnie każdy sposób jest dobry. Ale trzeba trzeźwo myśleć. Znam wiele historii o tym jak ktoś stosował tylko sumaka i mu z 30 rodzin zostało dwie albo trzy. Takie leczenie może być tylko uzupełniające, np w tedy, gdy miodu już nie zbieramy, a jest czerw, a do zimy daleko (nie koniecznie sumakiem). Lepiej nawet wtedy paluchami wybierać i zgniatać te bestie, niż pozwolić im żyć na naszych pszczołach. Eksperymentujcie, LECZ TO TYLKO DODATEK. Taki dodatek, jak osobie z chorym zębem, zgniłym, bolącym, kwalifikującym się tylko do wyrwania, takim dodatkiem, jakim dla niego jest "PARACETAMOL". Może mu nerw paść, a może dostać zapalenia całej szczęki i stracić połowę zębów. Nie neguję tych sposobów, ale podkreślam, że NIE MOŻNA STWIERDZAĆ PRZY LUDZIACH, ŻE JA TYLKO TAK ROBIĘ I TY TEŻ TAK RÓB, BO PO CO CI TE LEKI. Leki są trujące, bo ich wdychanie powoduje między innymi raka krtani i choroby serca u pszczelarzy. Ale jaki mamy wybór. Jak się będziesz czół, jak z pasieki, powiedzmy 20-tu rodzin, po zimie zostanie ci jedna, dwie, czy trzy, a bo sobie stwierdziłeś, że a po co te leki. Niech ewoluują. No ja bym sobie w gębę napluł, za każdym razem, jak bym w lustro spojrzał. A chyba bym się pochlastał, jak jeszcze przy okazji przez moje niedbalstwo padły okoliczne pasieki tych, co mnie nauczyli jak kochać pszczołę.

A jeszcze nawiążę do jednej z ciekawostek z NIEMIEC. Pisałem o kombinacji genetycznej. W Niemczech już taki program jest stosowany, otóż chyba z tego co pamiętam to nawet z Chorwatami. I o dziwo oni już wstępnie ponoć wyhodowali pszczoły tolerujące roztoczową zarazę. Powiem więcej matki z tych linii mam u siebie w pasiece, bo je testuje. I to od lipca zeszłego roku. Ale podkreślę wyraźnie TESTUJE JE. Poddałem je do odkładów z czerwiem z innych, WŁASNYCH uli, więc NIE STWIERDZAM w tym roku, że pszczoły będą w 100% odporne, biorąc jeszcze pod uwagę ich kojarzenie. I tak będę je odymiał na wiosnę i na jesień tego roku, chociażby po to, żeby MIEĆ PORÓWNANIE OSYPÓW Z ULI Z TEJ LINI, A PSZCZOŁAMI Z INNYCH RODZIN. Dopiero na jesień jak już zliczę osyp roztoczy powiem coś więcej, rzetelnie, z danymi, które interesują zapewne nas wszystkich. WIĘC DO TEGO CZASU NIE POWIEM NA 100% CZY SĄ SKUTECZNE, CZY TEŻ NIE, NA TO TRZEBA CZASU I TRZEBA TO UDOWODNIĆ. Dlatego takich materiałów się nie rozprowadza niesprawdzonych, tylko najpierw ktoś musi ocenić rzetelność. W tym przypadku byłem to ja.
A żeby było jeszcze śmieszniej to wspomnę, że osoba, która chciała, żebym je testował, stwierdziła, że nie będzie pisać w tym temacie. Fakt faktem, że zrobił się jakiś drażliwy ostatnimi czasy, nawet aż za bardzo, ale fachowości nie mogę mu odmówić. Z resztą, żeby nie było, że chce mu zrobić jakąś reklamę zobaczcie sobie u niego w księdze gości wpis. Znajdziecie go.

Pozdrawiam wszystkich i proszę oszczędźcie mi wpisów typu: "Mówisz tylko tak, żeby mu kieszeń nabić!" Ja z tego nic nie mam. Za matki płacę tak samo jak każdy klient i podkreślam, że tylko je testuję, nikogo do niczego nie namawiam, nie dam sobie łba urwać, a tym zdaniem nawet chyba ludzi zniechęcam, czego też nie chce robić. Więcej po sezonie, jak już będzie ocena, przynajmniej u mnie.
„Mała jest pszczoła wśród latających stworzeń, lecz owoc jej ma pierwszeństwo pośród słodyczy.” (Syr 11, 3)

mily_marian
Stukacz Wymiatacz
Stukacz Wymiatacz
Posty: 1226
Rejestracja: 2007-12-01, 14:11

Post autor: mily_marian »

Z twojego tak obszernego wykłady to zrozumiałem ze testujesz jakies odporne matki na waroze. A napisz nam jak u ciebie jest walka warozy poprzez likwidacje trutni. Bym chciał bardzo wiedzieć. Pozdrawiam miły_marian

Awatar użytkownika
adriannos
Starszy Stukacz
Starszy Stukacz
Posty: 228
Rejestracja: 2009-08-17, 13:26
Lokalizacja: Dolnośląskie

Post autor: adriannos »

Witam
W odpowiedzi na Pana pytanie, a konkretnie jak się domyślam, o stosowanie ramki pracy, to stanowczo odpowiem TAK. Stosuję ją i regularnie wycinam dojrzały trut, zasklepiony. Robię tak przez sezon, od kiedy tylko umieszczam ją w ulu, to jest od czasu pobielania starych plastrów przez pszczoły. Z ramki wycinam czerw wraz z woskiem. Potem wosk na przeróbkę. Nigdy nie pozostawiam powycinanych plastrów w pobliżu pasieki na ziemi (względy higieny i ewentualna możliwość przenoszenia jakiś chorób przez pszczoły, które akurat mogą usiąść na tym plastrze). Jeśli czerw trutowy jest na ramkach z czerwiem pszczelim, to ścinam tylko górną część. Metoda ta, jeśli znamy biologię pasożyta, ogranicza jego liczebność, lecz samego pasożyta nie jest w stanie wyeliminować, gdyż:

1. Nie zawsze jest czerw trutowy w ulach, a pasożyt gotów do rozrodu wchodzi na niego dopiero na trzy dni przed wejściem w stadium poczwarki (mogę się mylić bo nie jestem wszechwiedzący). Jeśli szybciej zmuszony jest się rozmnożyć, to idzie w czerw pszczeli.
2. Jeśli pasożyt nie ma z nim kontaktu, to też pójdzie w czerw pszczeli (on nie szuka sam, musi mieć z nim kontakt, żeby wejść, w tedy też może wybrać, lecz nie musi tam wejść).
3. Warroza składa jajka kilka razy w ciągu swego życia i to z tego co pamiętam, to z odstępami, więc ile razy

Jak więc widać wycinamy nie z powodu, że tam koncentruje się 100% pasożyta, lecz z powodu, że roztocz na tym czerwiu najdłużej siedział i tam złożył najwięcej jaj. Poza tym za trutniami nikt płakać nie będzie, a czerwiu pszczelego chyba nikt z nas ścinać nie zamierza.

Jest to też metoda UZUPEŁNIAJĄCA w pasiece i polecam jej stosowanie. Tak jak pisałem każdy sposób jest dobry, nawet wybieranie palcami, bo ogranicza ilość roztoczy. Naszym zadaniem jest tu zadać pasożytowi tak ciężkie straty (jego formie dorosłej i larwalnej), żeby ich było jak najmniej w ulu. Nie wyeliminowuje to jednak leczenia, gdyż zauważmy jaki typ czerwiu mamy w ulach na jesieni, gdy samic warroa w gniazdach jest najwięcej? Mamy tam samicze czy samce pszczół w formie larwalnej i poczwarek? Leczmy zarówno niekonwencjonalnie jak i dostępnymi lekami, a w tedy mamy pewność, że mu dosolimy.
„Mała jest pszczoła wśród latających stworzeń, lecz owoc jej ma pierwszeństwo pośród słodyczy.” (Syr 11, 3)

wieloraki
Stukacz
Stukacz
Posty: 95
Rejestracja: 2011-10-25, 08:27
Kontakt:

Post autor: wieloraki »

adriannos pisze:Eksperymentować można, jednakże należy pamiętać o kilku rzeczach.
Po pierwsze nie powinno się eliminować konwencjonalnego leczenia tabletkami do spalania i paskami. Powód jest bardzo prosty. Pamiętać musimy, że nie tylko my mamy pszczoły. Mogą mieć je nasi sąsiedzi, czy nawet ludzie znacznie od nas oddaleni. Większość z nich leczy swoje rodziny i liczy na maksymalne wytępienie tych pasożytów.
Oczywiście przy założeniu, że leczenie niekonwencjonalne jest nieskuteczne... Wówczas musimy uznać, że pszczelarz gospodarujący metodami organicznymi, ekologicznymi, naturalnymi (jak zwał tak zwał) to wróg numer jeden dla krajowego i międzynarodowego pszczelarstwa. Nic tylko sieje zło i spustoszenie sąsiadom.
Już zarządziłeś zbiórkę drewna na stosy? Nie wiem jak inni ale ja już rozważam ucieczkę z ojczyzny w obawie przed prześladowaniami...

mily_marian
Stukacz Wymiatacz
Stukacz Wymiatacz
Posty: 1226
Rejestracja: 2007-12-01, 14:11

Post autor: mily_marian »

adriannos Robisz kolosalny błond wycinając czerw trutowy bo w dziewiczym czerwiu trutowym niema warozy. Ona bardzo chentnie wchodzi ale do czerwiu trutowego ale juz jak jeden raz się wygryzły trutnie. Bardzo duzo pszczelarzy wycina dziewiczy czerw trutowy i sie dziwi ze jest coraz wiencej warozy bo ona omjia dziewicze komurki trutowe jak i pszczele ale bardzo chentnie wchodzi do komurek już przeczerwionych. Dojzała waroza wchodzi do komurki przed zasklepieniem tak na 3 goddz. I po 60 godzinach składa pierwsze jajeczko na samice a po 30 godzinach na samca ipo 30 godz, na samice i tak dalej.Ale tylko jedno jajo na samca i on zapładnia swoje siostry i jak zdeformowana pszczoła sie wygryzie to samiec ginie. Pozdrawiam miły_marian

Awatar użytkownika
adriannos
Starszy Stukacz
Starszy Stukacz
Posty: 228
Rejestracja: 2009-08-17, 13:26
Lokalizacja: Dolnośląskie

Post autor: adriannos »

Rzeczywiście Panie Marianie zapomniałem wspomnieć, że ramka trutowa musi być choć raz przeczerwiona. Świeże to tylko im główki ścinam, by ją potem dać za ramkę gdzie akurat jest matka. Przepraszam. Niedopatrzenie. Potem, drugi raz daję ją na przeróbkę. Na nikogo wyroku nie wydaję. Każdy niech robi jak uważa. Życzę powodzenia. Więcej się tu też już nie wypowiem, bo widzę, że zaraz mnie ktoś oskarży o to, że podrzegam to linczów, a ja tylko opisałem wam najgorszy scenariusz.

A tak na koniec proponuję zobaczyć to:

http://www.youtube.com/watch?v=VF__ezaP3-0 Po angielsku, ale można się domyśleć.

http://www.youtube.com/watch?v=u13mhzmUhGA Po polsku i ciekawe
„Mała jest pszczoła wśród latających stworzeń, lecz owoc jej ma pierwszeństwo pośród słodyczy.” (Syr 11, 3)

wieloraki
Stukacz
Stukacz
Posty: 95
Rejestracja: 2011-10-25, 08:27
Kontakt:

Post autor: wieloraki »

adriannos pisze:Więcej się tu też już nie wypowiem, bo widzę, że zaraz mnie ktoś oskarży o to, że podrzegam to linczów, a ja tylko opisałem wam najgorszy scenariusz.
Ależ właśnie podrzegasz do linczów własnymi wypowiedziami:
adriannos pisze:A teraz przypadek gdy gdy leczymy tylko niekonwencjonalnie.
Ponieważ oczy za pewne zaczęły już wszystkich boleć od czytania wspomnę, że coś tam zwalczymy. Pozarażamy warozą sąsiadów. Większość rodzin się osypie. No chyba że gen jest dominujący. W tedy do wykształcenia całkowicie odpornej populacji w najgorszym wypadku w całej okolicy ( u nas i u sąsiadów) zostanie tylko jedna rodzina. Kupimy odkłady, co na wiosnę znowu ich może nie być, bo będzie znowu jedna rodzina, w której dodatkowo matkę wymienimy, bo stara była i jakaś taka niemrawa.
Zastanów się dobrze co piszesz. Takie wypowiedzi budują podziały między pszczelarzami. Bo przeciaż nieważne jaka jest prawda, to może okazać się jedynie po kompleksowych kontrolach weterynaryjnych. Jednakże zasianie ziarna niezgody doprowadzić może do bardzo nieprzyjemnych konsekwencji.
Wyjście z założenia, że leki oparte na kwasach organicznych bądź tymolu nie są skuteczne - pomimo badań, jakie przeprowadzono - to brednie, których nie powinno się rozpowszechniać bo nie są one zgodne z prawdą.
Prawdą jest natomiast to, że warroza uodparnia się na syntetyczne akaracydy. Lek opracowany w jednym sezonie w następnym może okazać się nieskuteczny... To nie do mnie należą wypowiedzi, że z Biowarem to coś nie tak pomimo zwiększonej dawki amitrazy... Wielu pszczelarzy pomimo ekspozycji pasków ratowało się Apiwarolem.
W porządku, ciekawi mnie tylko ile jeszcze pestycydów mogą przyjąć pszczoły? Kiedy to dojdzie do sytuacji, w której rodziny nie będą umierać z powodu pasożyta tylko chemii dostarczonej w dobrej wierze przez pszczelarza.

Proponuję, Adriannos, zanim wystosujesz kolejne oskarżenia, dowiedz się, ile pracy w leczenie warrozy wkładają pszczelarze którzy wyrzekli się stosowania pestycydów.
Leczenie środkami niekonwencjonalnymi jest niezwykle trudne i pracochłonne ale zastosowane właściwie dają świetne rezultaty.
A podejście typu: "zawsze stosowałem paski a w tym sezonie odymię sumakiem i będę mieć zdrowe pszczoły" bez wnikliwej oceny skuteczności zabiegu, bez dostatecznej wiedzy na temat stosowania substancji i wykonanie tego od razu w całej pasiece to głupota a nie eksperyment.
Zapomniałeś też o sporej grupie pszczelarzy, która nie ma większego pojęcia ani o pszczołach ani o warrozie a tym bardziej o jej leczeniu. Średnio co dwa lata ginie im kilkupniowa pasieka za szopą ale co tam, w następnym sezonie przylecą jakieś rójki więc nie ma się co martwić. A zapytani o leczenie mówią - "U mnie nie ma warrozy, stosowałem paski i tabletki a pszczoły "wymarzły"". Zasadniczo dalsze drążenie tematu nie ma większego sensu bo ani nazw leków nie znają ani nie pamiętają kiedy wykonali zabiegi.
Są też rodziny pszczele, które osiedliły się w dziuplach starych drzew, ścianach czy nieużywanych kominach ale przecież tych pszczół też nie uwzględniłeś w swoich stronniczych dywagacjach. Głównie skupiłeś się na potwierdzaniu tezy: "Kto nie jest z nami, ten przeciwko nam".

avico

Post autor: avico »

Kwasy są dobre na grzybicę stóp i do czyszczenia sanitariatów, ale nie do pszczół.
Kwas mrówkowy, nie tylko trudno dozować, po parzy drogi oddechowe pszczół i mamy taki sam efekt jak po Acarapis woodi.
Kwas szczawiowy nie jest wcale lepszy.

Skuteczność kwasów przekłada się też na skuteczne zabijanie pszczół. Chemia również nie jest rozwiązaniem, ale dobrze i terminowo przeprowadzone zabiegi ze zmianą preparatów pozwalają trzymać warrozę za mordę.

Nie ma sensu się rozpisywać, bo i tak są mądrzejsi, którzy wierzą w to, co inny pszczelarz powie, "że stosował i to skutkuje".

Marcinluter
Senior Stukacz
Senior Stukacz
Posty: 892
Rejestracja: 2008-05-31, 12:50
Lokalizacja: proszowice

Post autor: Marcinluter »

To lepiej Truć pszczoły amitrazą i siebie.... wkrótce zakażą amitraze i zostaną kwasy i olejki eteryczne. Kwas szczawiowy zabije/ osłabi tyle pszczół co apiwarol czy zwykłe miodobranie i nieuważne przygniecenie. Umrą tylko słabe osobniki - naturalna selekcja. Trochę odbiegając od mojej odpowiedzi polecam stosowanie Kwasku cytrynowego ekologiczny, łatwe dozowanie i łatwo dostępny - w każdym spożywczym sklepie :) Skuteczny , sprawdziłem ja i nie tylko i podobne opinie panują. Ale nasuwa mi się jedna myśl , gdy Kopernik wysnuł tezę o obrotach swer niebieskich uznano go za heretyka , z kwasami podobnie jest.
pozdrawiam Marcin

avico

Post autor: avico »

Kupiłem kwasek w spożywczym wsypałem do garnka, dodałem cukru, mrożone owoce, mąkę ziemniaczaną, wlałem wody, zagotowałem i mam fajny kisiel.

Proponuję kilka tabletek stoperanu i nie pasjonować się tym co będzie, a do Kopernika naszym pszczelarzom dalej niż do Plutona.

Marcinluter
Senior Stukacz
Senior Stukacz
Posty: 892
Rejestracja: 2008-05-31, 12:50
Lokalizacja: proszowice

Post autor: Marcinluter »

avico pisze:a do Kopernika naszym pszczelarzom dalej niż do Plutona.
Jesteś w błędzie!
Dziś Pszczelarze są wszechstronnie poinformowani i ich wiedza jest bogata , pszczelarze nie są głupi! A kwasek w proszku to wyprodukowany jak wanilina najtańszym sposobem z gł...a , Ja mówię o soku z cytryn . :706:
pozdrawiam Marcin

wieloraki
Stukacz
Stukacz
Posty: 95
Rejestracja: 2011-10-25, 08:27
Kontakt:

Post autor: wieloraki »

avico pisze:Kwasy są dobre na grzybicę stóp i do czyszczenia sanitariatów, ale nie do pszczół.
Kwas mrówkowy, nie tylko trudno dozować, po parzy drogi oddechowe pszczół i mamy taki sam efekt jak po Acarapis woodi.
Kwas szczawiowy nie jest wcale lepszy.

Skuteczność kwasów przekłada się też na skuteczne zabijanie pszczół. Chemia również nie jest rozwiązaniem, ale dobrze i terminowo przeprowadzone zabiegi ze zmianą preparatów pozwalają trzymać warrozę za mordę.

Nie ma sensu się rozpisywać, bo i tak są mądrzejsi, którzy wierzą w to, co inny pszczelarz powie, "że stosował i to skutkuje".
A już się zarzekałeś, że straciłeś zainteresowanie tematem :)
Ale piszesz źle, mądrzejszych od Ciebie nie ma. Już niedługo pewnikiem postawią Ci pomnik albo nawet dwa!
Twoje przywiązanie do pestycydów do walki z warrozą to wynik specyficznego zacofania. W krajach wysokorozwiniętych funkcjonują pszczelarskie gospodarstwa ekologiczne i mają się całkiem nieźle. Za naszą zachodnią granicą używanie kwasu mrówkowego, szczawiowego, mlekowego i tymolu to norma. Ciekawe, że nikt nie stosuje tam amitrazy... Pewnie to skończone głupole bo przecież amitraza jest najlepsza.
U nas, stosowanie kwasów organicznych to margines ale na szczęście coraz szerszy.
Avico, NIKT nie próbuje przekonać Cię do stosowania kwasów czy substancji aromatycznych. NIKT! Możesz stosować wszelakie pestycydy i naprawdę, życzę Ci aby Twoje pszczoły żyły i miały się dobrze.
Jednakże kwój krzyk przeciwko leczeniu ekologicznemu jest grubo naciągany.
Może Twój sprzeciw wynika z nieumiejętności prawidłowego zastosowania dajmy na to kwasu mrówkowego. Sam już nie wiem... Dużo czytasz, światły i oczytany z Ciebie człowiek... Swojego czasu Niemcy wydali broszurę pt:. "Varroa unter kontrolle." wg której to opracowano pewien system racjonalnej walki z warrozą. Na dwóch ostatnich stronach są wymienione placówki naukowe, których to badania przyczyniły się do jej powstania.
Ale pewnie Niemców też nie lubisz, więc zacznij dowodzić, że jest ona napisana przeciwko polskim pszczołom...
Marcinluter ma rację, pierwszy rzuciłbyś pochodnie na stos Giordana Bruna.

avico

Post autor: avico »

Na niego nie, ale by spalić głupotę?
Na pewno.

polbart
Stukacz
Stukacz
Posty: 74
Rejestracja: 2011-03-30, 15:11

Post autor: polbart »

Jedno odymianie apiwarolem rocznie w okresie bezczerwiowym jest na razie najlepszym rozwiązaniem.

ODPOWIEDZ