Przemysław Gierchatowski
Dlaczego pszczoły nie tańczą? - czyli XIX Biesiada u Bartnika
Część oficjalna, poczet sztandarowy i odznaczenia. Przy stole - gospodarz Biesiady, Janusz Kasztelewicz.
Mimo, że sezon był bardzo słaby i rok nie obfitował w radosne wydarzenia, brać pszczelarska jak co roku stawiła się gromadnie w pierwszą sobotę i niedzielę lipca w Stróżach na Biesiadzie u Bartnika. Przyjechali naukowcy. Było jak zwykle wielu gości zza granicy. Byli prezesi organizacji i związków pszczelarskich. W tym roku mottem przewodnim konferencji było „Masowe ginięcie pszczół - problem światowego pszczelarstwa”.
Organizatorzy i prelegenci próbowali wyjaśnić sytuację polskiego pszczelarstwa, uwzględniając zjawisko masowego ginięcia pszczół, które wydaje się dotykać również i nasze pasieki. Ostatnio często słyszymy o bardzo dużych stratach w pogłowiu rodzin pszczelich. Co za tym stoi i jak temu przeciwdziałać? Podczas konferencji starali się odpowiedzieć na te pytania naukowcy.
Profesor Jerzy Wilde (UW-M, Olsztyn) przedstawił założenia programu COLOSS i oczekiwania. Sama nazwa programu kryje istotę badań - Colony Losses - ginięcie rodzin (pszczelich). Program stara się dać odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się dzieje. Czym są spowodowane tak duże spadki i jak im zapobiegać? Czy ginięcie rodzin spowodowane jest tylko przez roztocza Varroa? Czy garstka pszczół pozostała w ulu jest tego odzwierciedleniem? Czy jest to problem oporności roztocza na leki, w następstwie czego nadmiernie, w niekontrolowany sposób się rozmnaża? Może również inne czynniki do tego się przyczyniają, np. Nosema apis czy Nosema ceranae i wiele chorób wirusowych. Wszystko zapewne w większym czy mniejszym stopniu ma wpływ na kondycję naszych pasiek. Według Profesora Wilde podstawowym problemem wciąż jest, a może lepiej powiedzieć znów jest Varroa. Dlaczego? Czy nieskuteczne leki, czy źle dobrane spowodowały nadmierny rozwój roztocza? A może nieumiejętne dawkowanie? Syndrom CCD dotyka od około 10 lat pasieki w USA, a ostatnio obserwuje się ginięcie pszczół w Polsce. Aby dogłębnie zbadać zagadnienie, naukowcy z wielu krajów Unii Europejskiej powołali do życia program COLOSS, który (mamy nadzieję) przyczyni się do rozpoznawania i zapobiegania upadkom rodzin pszczelich. W ramach projektu prowadzone są badania połączone z monitorowaniem i diagnostyką rodzin pszczelich, szkodników oraz czynników chorobotwórczych, środowiska, z pszczelarstwem czy żywotnością rodzin pszczelich. W programie COLOSS mogliście Państwo sami uczestniczyć, wypełniając i przesyłając ankietę opublikowaną w „Pszczelarstwie” 5/2010.
Podczas konferencji dr Grażyna Topolska (SGGW, Warszawa) - pracująca przy programie COLOSS - przedstawiła wspomnianą ankietę. Najmniej ankiet było z województwa łódzkiego i świętokrzyskiego, zaledwie kilka. Szkoda, bo dostarczając informacje naukowcom, pomagamy przecież sobie.
Piotr Mędrzycki przedstawił sytuację włoskiego pszczelarstwa i kłopoty z masowym ginięciem pszczół w tym kraju. Prelegent zatrudniony jest w Consiglio per la Ricera e la Sperimentazione In Agricoltora - Unita di Ricera di Apicultura e Bachicoltora (Rada ds. Naukowych i Badawczych w Rolnictwie - Jednostka Naukowa ds. Pszczelnictwa i Jedwabnictwa). Placówka ta zajmuje się badaniami i dydaktyką pszczelarską. Jednak najważniejsze są badania i ich znaczenie dla włoskiego pszczelarstwa.
Szczególne miejsce zajmuje grupa Apoidea badająca wzajemne oddziaływania pszczół i środowiska. Włoscy pszczelarze od końca lat 90. XX wieku zaobserwowali powstawanie strat pogłowia w pasiekach. W wyniku dokładnych badań ustalono, że największe straty powstają podczas wznawiania aktywności pszczół (styczeń - luty), podczas wiosennych zasiewów (marzec, kwiecień), podczas zabiegów przeciwko szkodnikom winorośli (czerwiec) oraz jesienią, kiedy jest najwyższy stopień rozwoju roztocza Varroa.
Za CCD we Włoszech prawdopodobnie odpowiedzialne są następujące czynniki: Varroa destructor, Nosema ceranae, wirusy, a wśród nich najbardziej zjadliwy IAPV, a z pewnością też czynniki pożytkowe (monokultury), pestycydy, zmiany klimatyczne. Włoskie badania potwierdziły szkodliwy wpływ na pszczoły pestycydów m.in. osławionego imidaclopridu, którym zaprawiane są nasiona kukurydzy.
Dr Krystyna Pohorecka - dyrektor Oddziału Pszczelnictwa ISiK w Puławach przedstawiła rozważania na temat, czy w Polsce mamy do czynienia z masowym ginięciem pszczół (CCD). Syndrom CCD jest utożsamiany z każdym ginięciem/wymieraniem rodziny pszczelej. Należy jednak podkreślić, że dotyczy on tylko sytuacji, kiedy lotne pszczoły giną w polu, natomiast w ulu pozostaje garstka pszczół z matką. Należy odróżnić CCD jako nagłą destrukcję rodzin od masowego ginięcia pszczół. W Polsce oba wymienione przypadki występują jednocześnie.
W próbkach przysłanych z pasiek, w których były znaczne straty, zaobserwowano wyjątkowo wysokie porażenie roztoczem Varroa i Nosema, natomiast bardzo niskie porażenie wirusem izraelskim IAPV, ale dość wysokie porażenie wirusem DWV. W części próbek kilka patogenów występowało jednocześnie.
Interesujący panel wykładów dotyczył ekologicznego zwalczania szkodników. Dr Ivana Tlak z Chrowacji (Uniwersytet w Zagrzebiu) przekazała wiedzę na temat rozwoju pierwotniaka Nosema ceranae oraz ekologicznego preparatu Nozevit (wyprodukowanego z kory dębu). Kora dębu zawiera w sobie taniny, które zapobiegają biegunce u pszczół. Z przedstawionych badań wynika, że znaczna liczba spor została ograniczona po użyciu tego preparatu, który okazał się bardzo efektywny w kontrolowaniu choroby wywołanej przez pierwotniaka Nosema ceranae.
Zespół dr. Wernera Hohla przedstawił zalety stosowania preparatu BeeVital HiveClean. Preparat jest znany w Polsce od kilku lat i z powodzeniem używany w wielu pasiekach. Ma on wiele zalet. Nie zanieczyszcza środowiska ulowego i nas samych, a jego działanie wymierzone w roztocza jest skuteczne (chociaż go nie zabija), co zostało przedstawione przez naukowców Oddziału Pszczelnictwa ISiK w Puławach i Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Słuchacze mogli dowiedzieć się, jak i kiedy stosować ten środek. Oba środki można nabyć w hurtowni „Sądeckiego Bartnika”.
Na zakupach w hurtowni Bartnika.
Na temat zgnilca złośliwego wykładał dr Zbigniew Lipiński (Olsztyn). Jak się okazuje, bakterie zgnilca przeszły mutacje i obecnie poza standardowym zgnilcem objawiającym się w swej klinicznej postaci, mamy również inne jego formy, powodujące słabnięcie rodzin i objawiające się w pierwszej części sezonu. W zwalczaniu zgnilca bardzo ważna jest higiena w pasiece, dezynfekcja sprzętu i uli oraz częsta wymiana węzy. Pamiętajmy, że stare plastry są siedliskiem patogenów.
Czy rośliny genetycznie modyfikowane mogą szkodzić pszczołom? Temat ten przedstawił dr Zbigniew Kołtowski. Czy GMO mają wpływ i powiązanie z CCD? Badania prowadzone w tym zakresie na różnych roślinach (choć badań do tej pory nie było wiele) mają różne wyniki. Zależy to od gatunku roślin. Nie zawsze stwierdzano szkodliwość. Czy GMO implikuje CCD? W obecnej chwili brak jest wystarczających naukowych dowodów potwierdzających taką interakcję. Niewykluczone, że może to być jeden z czynników, jednak jak podkreślił prelegent, oddziaływanie i samo badanie GMO potrwa zapewne wiele lat. Miejmy nadzieję, że badania przyniosą wiele nowych odpowiedzi na nurtujące nas pytania w tej kwestii.
W wykładach brał udział gość z Niemiec - profesor Jűrgen Tautz. Materiał na temat jego wystąpienia będzie w jednym z numerów „Pszczelarstwa”.
Poza samym zgłębianiem tajników chorób nękających nasze rodziny pszczele i zapobieganiu im, można było podczas Biesiady zaopatrzyć pracownię w sprzęt pszczelarski, kupić matki hodowli „Sądeckiego Bartnika” czy też rośliny. Sprzętu było sporo, byli producenci krajowi i nasi południowi sąsiedzi - Czesi. Gospodarz Biesiady otworzył na oścież przebogate podwoje swojej hurtowni. Tym, którym wzbogacenie pożytków pszczelich leży na sercu (nie tylko dla siebie, ale i dla przyszłych pokoleń) oferowane były nowe taksony lipy oraz inne popularne i wartościowe rośliny jak perełkowiec japoński czy ewodia. Osoby te z pewnością nie były zawiedzione. Na takich spotkaniach można zdobyć wiele interesujących wiadomości na temat uprawy roślin, sadzenia i opieki nad nimi. Miło było podpatrywać nowinki w sprzęcie pszczelarskim.
Wielu pszczelarzy, i nie tylko pszczelarzy, poświęciło swój czas na zwiedzanie skansenu i stałej ekspozycji zabytkowego sprzętu pszczelarskiego. Napotkani przeze mnie niemieccy goście byli oszołomieni bogactwem zgromadzonego sprzętu. Podziwiali kunszt, z jakim został zrekonstruowany i jak się o niego dba. Takie swoiste perełki są w obecnych czasach dobrem ginącym, wręcz niespotykanym. Na zachodzie Europy jest bardzo trudno spotkać i podziwiać takie zabytki, a przecież dzięki nim można się wiele dowiedzieć na temat dawnej gospodarki, pszczelarzy czy w końcu samych pszczół. Niektóre z tamtych doświadczeń można wykorzystać zapewne i dziś, ot choćby powrót i renesans ramki wąsko-wysokiej w Niemczech.
Sobotni wieczór urozmaicił happening typu światło i dźwięk zatytułowany „Noc św. Ambrożego”. Spektakl wzbudził spore poruszenie wśród zebranych przy dobrym piwie i wyśmienitym grillowanym jadle. Gospodarz dobrze wiedział, że po maratonie po wiedzę trzeba zapewnić „igrzyska”. Muszę przyznać, że nie tylko reżyser, ale i choreografowie czy też scenograf wielce się napracowali. Święty Ambroży podczas tej jedynej w swoim rodzaju nocy wykonał naprawdę dobrą robotę, bo w bardzo przystępny sposób snuł arcyciekawą opowieść o miodach. Informacje były bardzo cenne nie tylko dla samych pszczelarzy, ale dla wielu konsumentów, którzy tego wieczora bawili u „Bartnika”. Aby było ciekawiej i jeszcze bardziej widowiskowo, spektakl zakończył się pokazem fajerwerków. Wielu pszczelarzy spoglądało na nie z rozrzewnieniem. Kolorowe światełka rozkwitające, a potem spadające niczym gwiazdy zapewne wprowadziły w tok rozmyślań o losie i bliskiej czy też dalekiej przyszłości naszych pasiek.
Niedziela, na dodatek wyborcza, zgromadziła jeszcze większe tłumy. Dodatkowo w większym natężeniu słychać było język naszych południowych sąsiadów. W czasie ogólnego spotkania przemawiał gospodarz - pan Janusz Kasztelewicz. Podsumował sezon i podzielił się smutkiem z bracią pszczelarską. Z powodu deszczy i bardzo niesprzyjającej aury jest bardzo mało miodu. Pszczoły musiały być podkarmiane. Były poważne kłopoty z wychowem matek pszczelich, co dotknęło wielu hodowców i odbiorców matek. Z ufnością czekano na lipę, na przełamanie się tej złej passy. Może nie zawiodą pożytki spadziowe i wrzosy.
Prof. Paweł Chorbiński podzielił się wiadomościami na temat Nosema ceranae - wyjątkowo zjadliwego dla pszczół, bo wywołującego właściwie bezobjawową nosemozę. Pszczoły nie brudzą ula, jedynie słabną. Jak więc walczyć z tą chorobą? Pamiętajmy, że podstawą w walce z każdą jednostką chorobową jest higiena w naszych ulach. Wymieniajmy co roku co najmniej 1/3 węzy, a jeśli się da, to więcej. Pamiętajmy o dezynfekcji sprzętu i uli. Ważnym środkiem zapobiegającym roznoszeniu się chorób jest utylizacja plastrów po spadłych rodzinach. Pamiętajmy, że tam może znajdować się siedlisko infekcji dla następnych rodzin. Nie żałujmy tych kilku kilogramów. Niejednokrotnie zamiast wspomóc rodziny pokarmem w plastrach, możemy im poważnie zaszkodzić.
Dalsza część programu Biesiady urozmaicana była artystycznymi występami. Chyba wszyscy się ze mną zgodzą, że występ specjalnie zaproszonego zespołu szkockich dudziarzy z Częstochowy „Pipes and Drums” wywołał zachwyt wśród publiczności. Widziałem łzy wzruszenia i uśmiechy radości. Pokaz umiejętności zespołu pozostanie na długo w mojej pamięci.
Dudziarze z Częstochowy - to trzeba było zobaczyć.
W niedzielę odznaczono zasłużonych pszczelarzy. Naszemu koledze - Markowi Pogorzelcowi wręczono Odznakę Honorową Zasłużony dla Rolnictwa. Marek Pogorzelec oraz dr. Zbigniew Kołtowski uzupełnili wiadomości w książce Mieczysława Lipińskiego „Pożytki pszczele”. Zachęcam Państwa do zapoznania się z tą książką i „przekuwaniem” jej w poprawę pożytków dla naszych pszczół i pszczelarzy, którzy przyjdą kiedyś po nas.
Nasz Kolega - Marek Pogorzelec przyjmujący odznaczenie.
Nie sposób było nudzić się w przerwach między wykładami czy przemówieniami. W czasie Biesiady odbywały się konkursy i występy zespołów folklorystycznych. Dodatkową niespodzianką była obecność Miss Polski 2009 - Anny Jamróz.
Czy warto było poświęcić kilka godzin, aby znaleźć się w Stróżach w tych dniach? Gdybym powiedział, że nie, to skłamałbym. Solidnie skondensowana dawka wiedzy wprost od naukowców z Polski i ze świata. Do tego wymiana doświadczeń między polskimi i zagranicznymi pszczelarzami. Istna pszczelarska wieża Babel, wszak poza językiem polskim słychać było niemiecki, angielski, francuski, rosyjski, czeski, słowacki, rumuński, litewski, chorwacki, a nawet japoński. Z dumą trzeba przyznać, że mimo to, że Polska nie jest już obecna w strukturach Apimondii, to na pocieszenie mamy tutaj naszą małą Apimondię. Pszczelarskie spotkania w lipcu w Stróżach znane są w wielu krajach Europy i w świecie, o czym świadczą przybyli goście.
Zagraniczni goście, z którymi miałem przyjemność rozmawiać, stwierdzali, że w ich krajach, bez względu czy to Niemcy, czy Chorwacja, takich imprez się nie organizuje. Biesiada dobiegła końca. Poza wspomnieniami zostaliśmy ubogaceni przede wszystkim o wiedzę, która ma nam pomóc prowadzić pasieki w tych trudnych czasach.
Goście z Niemiec.
Za rok będzie okrągła jubileuszowa - XX Biesiada, na której również mam zamiar być. Już teraz wiem - zupełnie nieoficjalnie , że będzie jeszcze bardziej wyjątkowa. Dlaczego? Ano chociażby dlatego, że dobre imię i marka organizatorów zobowiązuje, a i okrągła rocznica tego wymaga. Reszta niech pozostanie tajemnicą i niespodzianką. Zapraszam i do zobaczenia w przyszłym roku w Stróżach.
|