lek. wet. Artur Arszułowicz
e-mail:
tel. (086) 218 07 03

Pod rozwagę nas wszystkich

W październiku 2006 roku Stowarzyszenie Pszczelarzy Polskich „Polanka” zwróciło się do mnie z prośbą o wzięcie czynnego udziału w grupie konsultacyjnej zajmującej się sprawami miodu i opracowaniem Krajowego Programu Wsparcia Pszczelarstwa na lata 2007-2010. Grupa ta została powołana zgodnie z zarządzeniem Nr 16 Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 4 lipca 2006 r. w sprawie powołania zespołów do spraw monitorowania sytuacji w zakresie rolnictwa, rozwoju wsi i rynków rolnych oraz współpracy z organami Unii Europejskiej.

Na początku rozmów z „Polanką” nie przejawiałem chęci uczestnictwa w tej grupie. Jednak po uporczywych argumentach Pani prezes, Elżbiety Kowalczyk, wyraziłem zgodę. Do tej pory zajmowałem się swoimi pszczołami w Nadbiebrzańskim i Nadnarwiańskim Parku Narodowym, co miesiąc dzieliłem się wiedzą na łamach „Pszczelarstwa”, aż nagle przypadła mi w udziale poważna funkcja doradcy merytorycznego do spraw miodu z ramienia Stowarzyszenia Pszczelarzy Polskich „Polanka”. Ze Stowarzyszenia „Polankardquo; zostało powołanych jeszcze dwóch doradców i prawnik.

Na spotkanie w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi w Warszawie jechałem z mieszanymi uczuciami. Zastanawiałem się, czy starczy czasu na rozmowy merytoryczne i wypracowanie dobrego programu wsparcia dla pszczelarstwa. Przecież Zespół Konsultacyjny został powołany w lipcu 2006 roku, organizacje pszczelarskie powołały swoich przedstawicieli w październiku 2006 roku, pierwsze nasze spotkanie odbywa się w styczniu 2007, a 15 kwietnia 2007 Komisja Europejska ma zatwierdzić projekty. Pozostało więc około dwóch miesięcy na rozmowy i pracę. Może dwa, trzy spotkania. Spotkanie miało miejsce w Warszawie 23 stycznia 2007 roku. Poza przedstawicielami „Polanki” w obradach uczestniczyli: dr Ryszard Pałach z Polskiego Związku Pszczelarskiego, Stanisław Gładys ze Stowarzyszenia Pszczelarzy Zawodowych oraz dwie osoby ze Zrzeszenia Pszczelarzy „Apipol” z Krakowa. Wśród zaproszonych gości był Michał Wójciak, reprezentujący Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, oraz Agata Witkowska z Agencji Rynku Rolnego. Oddział Pszczelnictwa w Puławach reprezentowała dyrektor dr Krystyna Pohorecka i dr Helena Rybak-Chmielewska. Z ramienia Akademii Rolniczej w Lublinie przyjechał prof. Jerzy Paleolog. W konferencji uczestniczyli również przedstawiciele Krajowej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej, Głównego Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, Zespołu Szkół Rolniczych z Pszczelej Woli oraz Agencji Bezpieczeństwa Żywności. Ministerstwo Rolnictwa reprezentowała Halina Rutkowska oraz Jacek Parszewski.

Naszą dyskusję rozpoczęliśmy od pytania, czy w polskich pasiekach jest warroza. Każdy pszczelarz odpowie, że jest. Powie nawet, że tak jak rolnik musi umieć żyć ze stonką, tak pszczelarz z warrozą. I to jest prawda, ale tylko połowiczna. Ze statystyk weterynaryjnych wynika, że warrozy nie ma. Pomimo obowiązku zgłaszania warrozy służbom weterynaryjnym, na koniec 2006 r. zgłoszono 65 ognisk (uli) warrozy z blisko 1 miliona uli w Polsce. W takim przypadku nie ma mowy o jakimkolwiek zagrożeniu warrozą. Jeśli nie ma zagrożenia, to nie ma funduszy unijnych do walki z warrozą. Urzędnik unijny nie będzie przecież chodził po polskich pasiekach i szukał warrozy, poprosi tylko o liczbę zarejestrowanych ognisk. I z tak prostego powodu Unia może nie zgodzić się na wsparcie w tym zakresie pszczelarstwa polskiego. A to niedociągnięcie wynika z tego, że pszczelarze nie powiadamiali powiatowych lekarzy weterynarii o istnieniu warrozy w swoich ulach, chociaż jest to obowiązek wynikający z Ustawy o ochronie zdrowia zwierząt i zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt. Można by pszczelarzy usprawiedliwić, że o tym obowiązku nie wiedzieli, ale organizacja pszczelarska powinna powiadomić swoich członków, aby wypełniali wszystkie formalności prawne wynikające z obowiązku ustawowego.

W następnym temacie przedstawiono założenia do opracowania Krajowego Programu Wsparcia Pszczelarstwa w Polsce w latach 2007-2010. Jako pierwsi zabrali głos przedstawiciele „Polanki”. W swoim wystąpieniu stwierdziliśmy, że pomoc finansowa do tej pory była przyznawana na podstawie procedury, która wyklucza elastyczność na tym zmiennym rynku, bardzo zależnym od cen narzuconych z zewnątrz (import miodu spoza UE). Dotychczasowe środki finansowe zamiast przyczyniać się do rozwoju pasiek i wiedzy pszczelarzy były w sposób nieracjonalny wydatkowane i w nie dość wystarczającej ilości trafiały do ostatecznych beneficjentów. Nieracjonalne wydatkowanie polegało między innymi na tym, że środki pomocowe trafiały do pszczelarzy skupionych w wojewódzkich i rejonowych kołach (wokół większych miast), natomiast małe koła są ewidentnie niedoinwestowane i niedoinformowane. Pani Helena Rutkowska - przewodnicząca spotkania, podała, że w ramach poprzedniego programu pszczelarze wykorzystali tylko 76 % dotacji unijnych, a nie 100 %, jak informują niektóre źródła. Natomiast przedstawiciel Agencji Bezpieczeństwa Żywności stwierdził, że projekt wsparcia pszczelarstwa 2004-2007, delikatnie mówiąc, był zły i przysparzał bardzo wiele kłopotów. W związku z tym Stowarzyszenie Pszczelarzy Polskich „Polanka” przekazało następujące postulaty:

  1. Przyjęcie Krajowego Programu Wsparcia Pszczelarstwa w formie rozporządzenia Ministra lub Rady Ministrów.
  2. Podjęcie refundacji uli i elementów jego wyposażenia. Między innymi ruchomych dennic, które mogą posłużyć do monitoringu warrozy, poławiaczy pyłku, dzięki którym polepszy się oferta pszczelarza jak również dochodowość jego pasieki, ewentualnie refundacja uli korpusowych sprzyjających gospodarce wędrownej
  3. Przyjęcie racjonalnych i skutecznych form walki z warrozą zgodnie z art. 2. pkt. B rozporządzenia Rady (WE) Nr 797/2004 z dnia 26 kwietnia 2004 r. Polskie prawo tworzy nieskuteczne i nadmiernie rygorystyczne wymagania dotyczące wyboru środka leczniczego na rok przed jego zastosowaniem. Zagrożeniem tego rozporządzenia jest stymulowanie oporności na dany lek w całej Polsce. W przypadku błędnego wyboru leku skutki leczenia są opłakane. Czy nie należałoby dodatkowo przeprowadzać wyrywkowych badań pasiek w całej Polsce na oporność miejscową populacji Varroa? Zakładając oczywiście, że mamy ogólnopolski program monitoringu warrozy.
  4. Pszczelarze powinni mieć możliwość negocjowania zmian w trakcie realizacji projektów. Chodzi o to, aby można wprowadzać przesunięcia w ramach 6 ścieżek wsparcia, przy zachowaniu niezmienionego poziomu dofinansowania. Często bowiem niezrealizowanie jakiegoś wsparcia wynika z przyczyn niezależnych od pszczelarza i nie powinien on tracić tych środków, jeśli będzie potrafił przesunąć je na inne wsparcie, zgodne z racjonalnymi zasadami prowadzenia pasieki. Instytucje zarządzające powinny wykazywać w tej mierze elastyczność, która zapewni najwyższą z możliwych skuteczność w wydatkowaniu środków unijnych.
  5. Możliwość zwrócenia poniesionych pszczelarzowi kosztów rozbudowy i unowocześnienia pasieki i sprzętu pasiecznego.
  6. Dostęp przez prasę pszczelarską do wyników prac badawczych w dziedzinie pszczelarstwa i produktów pszczelarskich.
  7. Przyjęcie skutecznych form racjonalizacji sezonowego przenoszenia uli. Prawo polskie pomija złożoność faktu sezonowego przenoszenia uli, umożliwia jedynie refundacje lawet do przewozu uli. Koniecznym elementem tego programu musi być refundacja także innych urządzeń (stojaki, ładowarki, wagi pasieczne, wszelki sprzęt potrzebny do prowadzenia pasieki wędrownej).

Nasze postulaty spotkały się z dużym zainteresowaniem i zostały przekazane przedstawicielce Ministerstwa pani Helenie Rutkowskiej. Propozycji ze strony innych związków nie było, a szkoda. Jako pszczelarz myślałem, że wszystkim nam zależy, aby wykorzystanie środków unijnych następowało szybko, sprawnie, a pieniądze trafiały do pszczelarza na cele, które spowodują wzrost znaczenia polskiego miodu w Europie i na świecie. Po tym spotkaniu muszę jednak poprawić myślenie w tej kwestii.

W trakcie obrad zadałem pytanie, dlaczego pszczelarz polski nie może pozyskiwać miodu w takich samych warunkach jak na przykład pszczelarz niemiecki. Przepisy unijne są przecież podobne. Odpowiedzi jednoznacznej nie otrzymałem. Sugerowano mi jedynie, że niemiecki pszczelarz musi mieć podobne warunki jak polski. Przy braku tych warunków dostanie upomnienie i prawdopodobnie dalej będzie pozyskiwał miód. Natomiast polskiemu pszczelarzowi wręczy się decyzję zakazu pozyskiwania miodu. Z czego to wynika, nikt nie potrafił mi powiedzieć. I jak tu konkurować, skoro pszczelarz z innego państwa może pozyskiwać miód w warunkach, w jakich polski pszczelarz nie może. Liczba pożytków dla polskich pszczół jest mniejsza o 50% niż np. niemieckich. Sprzęt ze stali nierdzewnej nie mógł być zakupiony w ramach poprzedniego wsparcia pszczelarskiego, a miód w skupie jest po cenach po prostu śmiesznych. Czy czasami nie będzie tak, że miód w polskich pasiekach będzie produktem ubocznym, a korzyści pszczelarz będzie czerpał z zapylania roślin rolnikom w Polsce i w Krajach Unii Europejskiej.

Kolejny wątek dotyczył opublikowania wyników prac badawczych w dziedzinie pszczelarstwa i produktów pszczelarskich. Zostaliśmy poinformowani, że niektóre wyniki są opublikowane na stronach internetowych. Ale tylko niektóre i na stronach internetowych. Natomiast pszczelarze proponowali umieszczanie tych wyników w fachowej literaturze pszczelarskiej, która jest bardziej dostępna i bliższa pszczelarzowi niż strony internetowe. Publikacje powinny być umieszczane w czasopiśmie pszczelarskim, wydawanym w największym nakładzie. Bardzo konkretny dla pszczelarzy był głos dr Heleny Rybak-Chmielewskiej, która poinformowała nas o podjętych działaniach w kierunku zmian ustawowych w przypadku niektórych parametrów miodu. Zaproponowała, aby pszczelarze podali tematy, które ich obecnie nurtują, a mogą być rozwiązane w ramach prac Oddziału Pszczelnictwa w Puławach.

Następne spotkanie odbędzie się pod koniec lutego. O jej przebiegu poinformuję czytelników w kolejnym numerze „Pszczelarstwa”. Chciałbym jeszcze dodać, że uczestniczący w spotkaniu reprezentanci ważnych dla nas instytucji są bardzo pozytywnie nastawieni do pszczelarzy i naszych problemów. Wszyscy chcą pomagać, ale pod jednym warunkiem: pszczelarze muszą wiedzieć, czego chcą naprawdę i mówić jednym głosem. A na spotkaniu w imieniu pszczelarzy praktycznie mówili tylko przedstawiciele „Polanki”

 
     
 
         
      Wykonanie: Michał Skrzypiński