Harry Lieske
e-mail:

Styczeń - przygotowani do nowego sezonu

Harry Lieske jest przewodniczącym mojego Koła Pszczelarskiego w Haan/Nadrenia-Westfalia (www.bienenzuchtverein-haan.de). Jest on znanym i cenionym pszczelarzem z wieloletnią praktyką i imponującą, ciągle aktualizowaną wiedzą. W roku 1999, poproszony przez redakcję niemieckiego czasopisma pszczelarskiego „Die Biene”, był autorem porad miesięcznych dla pszczelarzy. Gdy w zeszłym roku zapytałem, czy zechciałby podjąć się tego zadania ponownie, tym razem dla polskiego „Pszczelarstwa”, początkowo się wahał. Inne praktyki pszczelarskie, kontrowersyjne nastawienie do pszczoły Buckfast, o którym mu opowiadałam - to z pewnością fakty utrudniające podjęcie decyzji. Nie kryłam też, że niełatwo będzie nam osiągnąć bardzo wysoki poziom naszych poprzedników - autorów porad miesięcznych w „Pszczelarstwie” w ubiegłych latach. Z drugiej strony, może właśnie to, co jest inne, będzie najciekawszym elementem tegorocznych porad praktycznych. Życząc Państwu interesującej i przyjemnej lektury, oddaję głos mojemu nauczycielowi i koledze - panu Lieske.

Edyta Tanska

Na wstępie dziękuję redakcji polskiego miesięcznika „Pszczelarstwo” za to, że zechciała podjąć ryzyko dopuszczenia do głosu pszczelarza spoza Polski, na dodatek hodującego pszczoły Buckfast. Czytelnikom przede wszystkim chciałbym się przedstawić, podając kilka faktów z mojego pszczelarskiego życiorysu. Pszczołami zacząłem się zajmować w roku 1958 w Turyngii, mieszczącej się na skraju historycznego szlaku handlowego zwanego Rennsteig, wtedy gospodarowałem jeszcze w ulach zwanych niemieckimi zwykłymi (Deutsch Normalmaß) i w ulach szafkowych. Po moim przesiedleniu się do Republiki Federalnej Niemiec w roku 1961 nie miałem pszczół aż do roku 1968. Pewnego dnia dotarła do mnie wiadomość, że wdowa w Haan poszukuje pszczelarza, który po jej zmarłym mężu przejąłby pasiekę wraz z całym inwentarzem. Zdecydowałem się na ten krok i od tego czasu moja żona, początkowo z dużymi oporami, towarzyszy mi we wszystkich pracach związanych z pszczołami. W roku 1992 zostałem przewodniczącym Koła Pszczelarskiego w Haan, którego moja żona prowadzi księgi od roku 1976.

Wybór ula

Jak już wspomniałem, wszystko zaczęło się od uli szafkowych. Ponieważ jednak w tym czasie zapanował ogólny trend na ule wielokorpusowe, zdecydowaliśmy się na Langstrothy, które w roku 1973 sprowadziliśmy z Allgäu w Bawarii. Jak wiadomo, ul Langstrotha składa się z dwóch korpusów mieszczących po 10 ramek i półnadstawek miodowych na 8 pogrubionych plastrów. Nie byliśmy jednak w pełni z nich zadowoleni, a pewien brzemienny w skutki przypadek spowodował, że jeszcze raz postanowiliśmy zmienić typ ula. W roku 1980 pszczelarze z naszego koła pszczelarskiego odwiedzili Hugo Kocha w jego pasiece w Erkrath, niedaleko Düsseldorfu. Gospodarz zaprezentował nam swoją gospodarkę pasieczną w ulach typu Dadant. Wielu z nas było zachwyconych tymi ulami. My również. Przestawianie naszej pasieki na ule Dadanty rozpoczęliśmy w roku 1984. Moje ule Dadanta mają tylko jeden korpus gniazdowy mieszczący 12 ramek o wymiarach zewnętrznych 445 x 285 mm. Korpusy miodowe są o połowę niższe i mieszczą 10 ramek z grubymi plastrami. Korpus gniazdowy ma wysokość 300 mm, miodowy - 150 mm. W rzucie poziomym ul Dadanta ma taką samą szerokość i długość, dotyczy to również wszystkich pozostałych elementów ula, to znaczy: dennicy, kraty odgrodowej, daszka wewnętrznego z otworami przegonkowymi i podkarmiaczki nadstawkowej. Zewnętrzne wymiary kwadratu wynoszą 500 x 500 mm. 80% dennicy stanowi metalowa siatka.

Obecnie prawie wszyscy członkowie naszego Koła Pszczelarskiego gospodarują w ulach Dadanta, ponieważ jest łatwy w obsłudze, pszczoły nie są w nim zbytnio niepokojone, wszystkie prace wykonuje się od góry. Do tego ula odpowiednią pszczołą jest mianowicie Buckfast. W trakcie pisania artykułów postaram się ustalić, jak należy rozumieć różnice między krainką a Buckfastem.

Prace w styczniu

W ulach panuje spokój. Spokojni są też pszczelarze, bo zadbaliśmy o odpowiednie zimowe zapasy pokarmu w rodzinach pszczelich. Mamy nadzieję, że zabiegi przeciw warrozie były skuteczne. Wierzymy, że ani mróz, ani śnieg i lód nie wyrządzą szkody pszczołom, może z wyjątkiem głodnego dzięcioła, który odwiedza nas każdej zimy. Jeżeli podczas zimowej kontroli zauważymy nieżywe pszczoły lub resztki wosku przed wylotkiem lub pod ulem, to należy podejrzewać, że mimo naszych starań w ulu zagnieździła się mysz. W takim przypadku należy, mimo niskiej temperatury, ostrożnie zdjąć korpus gniazdowy z dennicy, aby sprawdzić, czy nasze podejrzenie jest słuszne. Jeżeli tak, to dzikiego lokatora trzeba przepędzić z jego zimowej kwatery.

Gdy spadnie dużo śniegu, w pasiece trzeba sprawdzić, czy wylotki są wolne od lodu. Sam śnieg przed wylotkiem nie zagraża pszczołom, ponieważ przepuszcza wystarczającą ilość tlenu. Zresztą wszystkie nasze Dadanty są przez całą zimę od dołu otwarte, co zapewnia stałą wymianę powietrza w ulu. Pszczoły powinny cały czas odczuwać warunki pogodowe panujące na zewnątrz. Dzięki dobrej cyrkulacji powietrza nie mamy problemu z pleśnieniem ramek. Co prawda dennica z siatki zwiększa nieco ilość zużytego w ciągu zimy pokarmu, ale chętnie się na to zgadzamy. Pszczoły to wprawdzie, naszym zdaniem, „dzieci słońca”, ale zimowy mróz im nie szkodzi - tym większa będzie ich witalność ze zbliżającą się wiosną.

Pod koniec lutego lub na początku marca, podczas pierwszego oblotu wiosennego, okaże się, czy późnym latem wszystko zrobiliśmy dobrze. W naszych warunkach pszczoły w grudniu nie mają czerwiu i wtedy po raz ostatni stosujemy zabiegi przeciw warrozie. Jeżeli komuś nie udało się wykonać zabiegu zimowego wcześniej, może to jeszcze nadrobić w styczniu za pomocą odpowiednio dobranego środka.

Przygotowani do nowego sezonu

Teraz, w czasie zimy, należy zaplanować dalsze działania na rok 2007. Należą do nich również spotkania w kole pszczelarskim i udział w szkoleniach pszczelarskich lub ich organizowanie. Można też postarać się o dobrą lekturę. W naszym przypadku polecamy książkę brata Adama „Moja gospodarka pasieczna”, chociaż nie wiem, czy jest ona osiągalna w polskim tłumaczeniu. Nie wgłębiając się w tym miejscu w tematy dotyczące wielu innych prac zimowych, takich jak odlewanie węzy, drutowanie ramek, naprawianie sprzętu, itd., o których pisze się w wielu książkach i publikacjach - chcemy tylko wspomnieć, że nie wolno o nich zapomnieć. Wiosną nasze główne czynności będą się koncentrować wokół rodzin pszczelich.

(tłum. Edyta Tanska)

 
     
 
         
      Wykonanie: Michał Skrzypiński