Miesięcznik PSZCZELARSTWO - artykuły
 
   
 
 
     
   
   
   
   
   
     
     
 
     
 

Mgr Ryszard Olejniczak

Czy tylko pszczelarze są winni?

Wśród ubiegłorocznych odbiorców matek pszczelich pojawiło się wiele cierpkich uwag dotyczących jakości dotowanych matek. Wielu z nich nie mogło pogodzić się z faktem, że rodziny, do których poddali matki inseminowane, zalecane przez Krajowe Centrum Zwierząt, uległy niemal całkowitej samozagładzie, ponieważ matki nie zaczęły czerwić lub zaginęły. Pszczelarze skarżyli się także na jakość otrzymanych matek, że były małe i bez znaczków, trudno było je odróżnić od robotnic. Zamiast czerwić wychodziły na lot godowy.

O niewłaściwej jakości matek świadczyła ostra dyskusja na zebraniu wśród pszczelarzy mojego Koła, którzy z pszczelarzami z innych kół województwa pojechali osobiście po odbiór matek do znanej, dużej firmy. Kilku pszczelarzy zrezygnowało już na miejscu z zamówionych matek, po prostu były bardzo małe. Na spotkaniach i szkoleniach pszczelarze skarżyli się też, że otrzymane matki inseminowane, które zaczęły czerwić pod koniec sierpnia, we wrześniu i później, były wymieniane przez pszczoły. Potwierdzeniem tej rzeczywistości jest to, że mimo braku dopłat do matek zakupionych u mnie po 15 czerwca do końca sierpnia miałem bardzo dużo zamówień, ale wyłącznie na matki naturalnie unasienione. Prawdę mówiąc, w tego typu matki pszczelarze zaopatrywali się do końca września. Można zapytać, czy były reklamacje, czy wszystko układało się idealnie? Otóż na ponad 1200 matek wysłanych były 4 reklamacje, które dotyczyły 12 matek w 4 przesyłkach. Siedem matek i pszczoły były martwe. Natomiast pięć matek zaczęło czerwić trutowo. Po otrzymaniu reklamacji, mimo nawału pracy w pasiece, przyjąłem 750 ulików weselnych i czerwiu trutowego nie znalazłem. Tak więc przyczyną śmierci pszczół i trutowego czerwienia było przegrzanie przesyłki. Reklamację uznałem i matki ponownie wysłałem.

Dla siebie także zamówiłem matki inseminowane w kilku znanych firmach hodowlanych. Rezultat był następujący: otrzymane matki były małe, niewiele różniące się od robotnic, niektóre swobodnie przechodziły przez kratę odgrodową. Z jednej firmy czerwiło średnio 12,5% matek, z drugiej i trzeciej - po 50% matek. Braku umiejętności przy poddawaniu matek nikt nie może mi zarzucić, gdyż matki hoduję już 50 lat, pierwsze wyhodowałem w wieku 16 lat. Jestem także inseminatorem matek i poddałem już kilka tysięcy matek inseminowanych. Dla porównania podam, że w tym samym czasie inseminowane matki z mojej pasieki w 3 kolejnych partiach czerwiły w 75%. Oczywiście matki te były inseminowane dwukrotnie.

Tak się ułożyło, że po zakończeniu sezonu pszczelarskiego uczestniczyłem w różnych spotkaniach pszczelarskich o zasięgu regionalnym, wojewódzkim i ogólnopolskim w różnych regionach Polski. Wszędzie jednym z najważniejszych tematów była hodowla matek pszczelich, a szczególnie ich jakość. W spotkaniach uczestnikami jak i prelegentami byli hodowcy matek uznani przez Krajowe Centrum Hodowli Zwierząt, a uczestnikami wyłącznie hodowcy spozado Krajowego Centrum. Na tych spotkaniach za wszelką cenę próbowano wmówić, że wyłączną winę za niepowodzenia ponoszą pszczelarze odbiorcy, ponieważ nie umieją poddawać matek inseminowanych. Na podstawie tzw. zakulisowych rozmów i doświadczeń własnych śmiem twierdzić, że w 80% przypadków prawda jest po stronie kupujących matki. W pozostałych 20% przypadkach prawda może być różna. Po prostu zorientowałam się, że w tej grupie znajdują się właściciele pasiek dużych i małych, ale i z dość krótkim stażem pszczelarskim. Zatem takiej sytuacji być nie powinno. Nawet w znowelizowanej ustawie o hodowli, hodowcy powinni być przede wszystkim kontrolowani pod względem jakości matek, a nie tylko odpowiadać za prawidłową realizację programu hodowlanego.

Wielu pszczelarzy pyta, co było przyczyną niskiej jakości wielu matek pszczelich pochodzących z pasiek hodowlanych, uznanych przez Krajowe Centrum Hodowli Zwierząt. Otóż, moim zdaniem, powodów jest kilka:

  1. Brak dotacji do matek wyhodowanych przez tzw. alternatywnych hodowców, po prostu zostali oni niemal urzędowo wyeliminowani.
  2. Zbyt mała liczba hodowców uznanych przez Krajowe Centrum, aby mogli oni sprostać olbrzymim zamówieniom.
  3. Dość słaba zimowla pszczół w poprzednim roku, słaby rozwój wiosenny rodzin spowodowany chłodnym majem.
  4. Przystąpienie do wychowu matek w rodzinach, które nie osiągnęły pełni rozwoju biologicznego. Brak dostatecznej liczby trutni, szczególnie w pełni dojrzałych do pobierania od nich nasienia.
  5. Izolacja mateczników 6. lub 7. dnia od poddania larw, co powodowało zaburzenia w histolizie larw matecznych.
  6. Zmuszanie rodzin wychowujących różnymi metodami (podkarmianie, ścieśnianie gniazda) do osiągnięcia dużej liczby mateczników, co powodowało niedorozwój matek.

Zupełnie innym zagadnieniem jest inseminacja matek pszczelich. Matki od momentu wyjścia z matecznika muszą mieć szczególną opiekę. Przy niewłaściwej opiece pszczół czy braku dojrzałości płciowej, mimo poprawnej inseminacji, matki nie zaczną czerwić. Ponadto jednorazowa dawka 8 mm3 nasienia nie zapewnia dobrej sprawności matek. Znacznie lepsze wyniki daje dwukrotna dawka nasienia np. 2 x 4 mm3. Woyke, Jasiński (1990), Woyke, Jasiński, Fliszkiewicz (1994) stwierdzili w badaniach, że matki po inseminacji w obecności około 250 pszczół, przetrzymywane w temperaturze 34°C w specjalnych klateczkach z ciastem miodowo-pyłkowym wszystkie opróżniały jajowody i w 99,9% podejmowały czerwienie. Natomiast matki inseminowane przetrzymywane w małych klateczkach z około 20 - 25 pszczołami w cieplarce w temperaturze 34°C lub w rodzinie pszczelej w około 13% nie opróżniały jajowodów w ogóle. Po kilku dniach, zwykle po 7, matki giną. W swoich badaniach Woyke i Jasiński również podają, że połowa matek inseminowanych jednorazowo 8 mm3 nasienia i dojrzewających płciowo w małych klateczkach z 20-30 pszczołami, mimo całkowitego opróżnienia jajowodów, wylatuje i naturalnie się dounasienia. Matki te czerwią bardzo dobrze i włściwie nie są wymieniane przez rodziny. Zdarza się, że matki wylatujące na dounasienienie giną. Bywa i tak, że matki jednorazowo inseminowane nie podejmują w ogóle czerwienia. W moich doświadczeniach bywało, że nie podejmowało czerwienia w takich przypadkach 20 do 25% matek, a pozostałe wylatywały i naturalnie się dounasieniały. Natomiast przy dwukrotnym inseminowaniu po 6 mm3 nasienia czerwienie podejmowało 97% matek, dounasieniało się 1,5% matek i nie podejmowało czerwienia 1,5% matek. Co było powodem takiej sytuacji nie wiem, ponieważ nie dociekałem przyczyny. Na pytanie, czy w swojej pasiece wychowuję matki inseminowane jednorazowo, stanowczo odpowiadam nie! 80% matek mam naturalnie unasienionych. Pozostałe matki zarodowe czystorasowe lub czystoliniowe przeznaczone do reprodukcji oraz pewna liczba krzyżówek przeznaczonych do testowania w określonym terenie to matki dwukrotnie inseminowane.

Odpowiadając na pytanie zawarte w tytule, moim zdaniem najbardziej zawinili hodowcy wprowadzający na rynek matki złe jakościowo, co wynikało być może nie tyle z chęci zysku, co z konieczności sprostania ogromnej liczbie zamówień dla tak małej grupy hodowców. W wydanych zarządzeniach pominięto sprawę kontroli wyprodukowanego materiału i odpowiedzialności hodowców za jakość matek pszczelich. Dlatego pszczelarze - odbiorcy matek, powinni domagać się od hodowców, aby matki były czerwiące albo były dwukrotnie inseminowane i wysyłane dopiero 7. dnia po drugiej inseminacji. W takim postępowaniu powinno udzielać pszczelarzom wszelkiej pomocy Krajowe Centrum Hodowli Zwierząt.

 
     
 
         
      Wykonanie: Studio Michał Skrzypiński