Mgr inż. Sławomir Trzybiński
tel. (022) 836-66-06, 0501-432-752

Pożytki dla wszystkich czy dla wybranych?

Wszyscy wiemy, jak ważnym elementem gospodarki pasiecznej są pożytki. Śmiało można powiedzieć, że właśnie pożytki i pogoda mają decydujący wpływ na wielkość produkcji. Pozostałe czynniki: jakość pogłowia, model gospodarki i zwalczanie chorób, jakkolwiek istotne, to przy niesprzyjających warunkach zewnętrznych niewiele pomogą. Na dobrych pożytkach przy sprzyjającej pogodzie nawet najgorsze pszczoły przyniosą miód, bez względu na typ ula i zabiegi wykonane przez pszczelarza.

Dobre pożytki to podstawa sukcesu w pszczelarstwie, a na to, z jakich pożytków korzystają nasze pszczoły, mamy pewien wpływ. Wybór miejsca na ustawienie pasieki leży w naszej gestii. Mało tego, pszczelarz może poprawić bazę pożytkową wokół swojej pasieki sadząc i wysiewając rośliny dostarczające nektaru i pyłku, chociaż tylko w zakresie ograniczonym. Po pierwsze dlatego, że zdecydowana większość powierzchni Polski to tereny o pożytkach średnich i słabych. Po drugie, pszczelarze zwykle nie mają własnego pola, a na cudzym nie można sadzić i wysiewać roślin bez zgody właściciela. Nie każdy z kolegów ma zresztą na to fundusze, siłę i czas. Dlatego najczęściej pszczoły trzymamy na takich pożytkach, jakie są, a na poprawę produkcyjności wpływamy (jeżeli nie wędrujemy) określonymi metodami gospodarki i utrzymując odpowiednie dla danych warunków linie pszczół lub ich krzyżówki. W zależności od terminu występowania istotnych pożytków i czasu ich trwania przyspieszamy więc rozwój pszczół lub go hamujemy i regulujemy siłę rodzin ograniczając czerwienie, aby nie dopuścić do wyrojenia się pszczół. Słowem: tak kierujemy pasieką, aby pszczoły jak najwięcej nektaru przyniosły i jak najwięcej miodu zostało dla nas.

Większość pożytków w Polsce występuje wcześnie i nie zawsze są one obfite. Pierwszy miód na ogół udaje się pozyskać z sadów, mniszka i rzepaku ozimego. Po nich występuje 1-2-tygodniowa przerwa, po czym zakwitają akacje, maliny, chwasty polne, gdzieniegdzie koniczyna biała i kruszyna. Już ta pierwsza luka pożytkowa może doprowadzić do wyrojenia się części rodzin w pasiece. Pożytki późniejsze: facelia, ogórecznik, gorczyca, lipa i gryka, nie występują tak masowo i choć dostarczają dużo nektaru, to są w zasięgu tylko niektórych pasiek. Podobnie niewielu pszczelarzy korzysta z bardzo wydajnych pożytków warzywniczych, na przykład z plantacji nasiennej cebuli i wielokwiatowej fasoli. Dość rzadkie są pożytki późne: spadź iglasta i wrzos. W sprzyjających warunkach dają bardzo duży wziątek, ale tylko w niektórych rejonach Polski.

Wydajność miodowa roślin jest różna. Z wymienionych gatunków najwięcej wziątku dostarczają akacje, facelia (na dobrej glebie), ogórecznik, lipa i oczywiście spadź. Ale na wydajność miodową wpływają warunki meteorologiczne: nasłonecznienie, temperatura w ciągu dnia, wilgotność względna powietrza i ilość opadów. Agrotechnika i nawożenie mają wpływ na obfitość kwitnienia roślin uprawnych, w szczególności dotyczy to rzepaku. Wydajność miodową określa ilość surowca miodowego (nektaru, spadzi, a w nich cukrów) dostarczanego przez określoną powierzchnię roślin w czasie kwitnienia (spadziowania) w sprzyjających warunkach pogodowych. Na podstawie tych danych można ustalić właściwą liczbę rodzin pszczelich, które wykorzystają pożytek w zasięgu lotu pszczół. Oczywiście tylko część nektaru zostanie złożona przez pszczoły w miodni z przeznaczeniem do odebrania przez pszczelarza. Większość wziątku zużyje rodzina pszczela na własne potrzeby: wychów czerwiu, odżywianie się pszczół ulowych i zbieraczek, przerób nektaru, produkcję wosku, utrzymanie temperatury w gnieździe. To spożycie jest dosyć duże. Silna rodzina zużywa w ciągu roku 70-80 kg miodu i 30-40 kg pyłku. Największe spożycie jest w miesiącach wiosenno-letnich, czyli właśnie w czasie wykorzystywania pożytków i może przekroczyć nawet 1 kg miodu dziennie. Dlatego dostosowanie liczby rodzin do wielkości pożytku jest bardzo ważne. Jeżeli pszczół będzie za dużo, miodu dla pszczelarza pozostanie niewiele.

Przepszczeleniu nie trudno zaradzić, gdy na danym terenie w promieniu 1,5-2 km jest tylko jeden pszczelarz ze swoją pasieką. Po dokonaniu szacunkowych obliczeń wydajności miodowej roślin, łatwo obliczyć, ile rodzin pszczelich średniej siły powinno się ustawić. Może się okazać, że konieczne jest zmniejszenie pasieki nawet o połowę, co spowoduje kilkakrotny wzrost produkcji miodu z rodziny. A co zrobić, gdy pszczelarzy jest kilku? Co z tego, że zmniejszymy swoją pasiekę, jeśli sąsiad wykorzysta to i swoją powiększy? Podobny problem dotyczy wędrówek. Tereny gryczane i spadziowe obstawione są przez pszczelarzy miejscowych, którzy niechętnie widzą u siebie obcych. Nie zawsze zresztą słusznie, bo przy masowym wystąpieniu spadzi na jodłach czy świerkach dużo się jej marnuje. Gorzej – gdy pożytek jest umiarkowany lub słaby. Wtedy konkurencja może spowodować obniżenie wydajności z ula. Jak więc rozwiązać zagadnienie napszczelenia i przepszczelenia? Z góry podpowiem, że każda najlepsza propozycja będzie miała swoje minusy. Nie można przecież nakazać, że ten kolega ma mieć pszczoły, tamten nie, a inny ma wędrować tam, gdzie jest ich mało.

Z teoretycznych wyliczeń wynika, że w naszym kraju do prawidłowego napszczelenia brakuje około pół miliona pni, ale pszczół jest dużo tam, gdzie jest wielu pszczelarzy i gdzie są dobre pożytki. Na terenach słabiej zaludnionych o przeciętnych pożytkach napszczelenie jest małe. Ale o tym, gdzie będzie stała pasieka, decyduje sam pszczelarz, ustawiając ją zazwyczaj jak najbliżej domu. Natomiast propozycje, że koła pszczelarzy lub ich prezesi powinni decydować o tym, ile uli będzie na ich terenie i kto może przywędrować, a kto nie, wydaje się niezbyt racjonalne. Przywołany często przykład rozwiązań tych problemów na Słowacji niekoniecznie sprawdziłby się u nas. U naszych południowych sąsiadów przemieszczanie rodzin pszczelich i samych matek obwarowane jest dość restrykcyjnymi przepisami. Nadzór nad wędrówkami prowadzą urzędowi i regionalni lekarze weterynarii w ścisłej współpracy z organizacją pszczelarską. Wraz z pszczołami wędrują także niezbędne dokumenty. Przewóz pszczół musi być też uzgodniony z właściwymi władzami terenowymi. Z kolei wymaganie od właścicieli pasiek kwalifikacji potwierdzonych certyfikatami czy świadectwami też nie jest rozwiązaniem właściwym. Osobiście znam kilku pszczelarzy niemających żadnych „papierów”, od których niejeden mistrz, technik czy inżynier (nie wyłączając piszącego ten artykuł) mógłby się wiele nauczyć. W pszczelnictwie bowiem najwięcej umiejętności zapewnia wieloletnia praktyka w pasiece podparta solidną wiedzą teoretyczna, czego nie zapewni kilkugodzinny kurs.

Problem więc jest i rozwiązać go trzeba. A jak, to temat do dyskusji. Na pewno można skorzystać z rozwiązań w innych krajach, nie tylko na Słowacji. Jak na razie wdrożono u nas przepisy weterynaryjne zabraniające wędrować z pszczołami chorymi. Teraz kolej na zastanowienie, co zrobić, aby problem wędrówek i przepszczelenia nie antagonizowały braci pszczelarskiej. By coś osiągnąć w ulegającej zmianom, globalizującej się gospodarce, potrzebna jest współpraca między pszczelarzami, a nie zupełnie bezpodstawne wzajemne zwalczanie się.

 
     
 
         
      Wykonanie: Studio Michał Skrzypiński