| |
Lek. wet. Sylwia Kasprzak, prof. dr hab. Aleksandra Hartwig SGGW w Warszawie
Pszczoły a leki
Każda rodzina pszczela składa się z tysięcy pojedynczych osobników stanowiących jedną całość. Wszystkie one są powiązane wzajemnymi zależnościami. Każda pszczoła pełni w rodzinie określoną funkcję. Mamy więc matkę pszczelą, zbieraczki, karmicielki i trutnie potrzebne do zapłodnienia matki. W organizmie pojedynczej pszczoły panuje równowaga, zwana przez naukowców homeostazą. Gdy rodzina choruje, mamy do czynienia z zaburzeniem owej homeostazy. Pszczelarz również może przyczynić się do zaburzenia równowagi rodziny pszczelej podając np. niewłaściwy pokarm, niewłaściwie przeprowadzając zabiegi higieniczno - hodowlane czy podając nieodpowiednie leki. Żaden medykament nie jest obojętny dla organizmu pszczoły. Uboczne skutki nie muszą być widziane od razu, mogą ujawnić się dopiero po jakimś czasie. Wiele z produktów leczniczych może przechodzić do miodu i w ten sposób skażać go. Ponadto antybiotyki czy sulfonamidy powodują uszkodzenie nabłonka jelita środkowego oraz zabijają fizjologiczną florę bakteryjną przewodu pokarmowego pszczoły.
Medykamenty przyczyniają się do osłabienia pojedynczych osobników pszczelich, co pociąga za sobą osłabienie całej rodziny pszczelej. Taka zachwiana homeostaza w rodzinie sprzyja zakażeniom bakteryjnym, grzybiczym, ujawnianiu się bezobjawowych zakażeń wirusowych. Pszczelarze często na własną rękę, nie potwierdzając swej diagnozy laboratoryjnie, próbują leczyć pszczoły. A przecież błędne leczenie jest gorsze niż brak leczenia!
Wyobraźmy sobie sytuację. Mamy jakiś organizm (w naszym przypadku jest nim pszczoła), który ze wszystkich stron „bombardowany” jest przez różnego rodzaju substancje mogące zakłócić jego homeostazę. Każdy organizm ma własny system obronny zapobiegający wniknięciu patogenów, próbujący eliminować szkodliwe substancje. Jednak niewłaściwa praca z pszczołami, profilaktyczne podawanie leków może doprowadzić do nadmiernego obciążenia systemów obronnych, a w konsekwencji do osłabienia odporności pszczół. A przecież pszczelarzowi nie zależy na trzymaniu słabych, nieprodukcyjnych rodzin. Dlatego trzeba pamiętać, że leki to dla pszczół substancje obce i korzystamy z ich dobrodziejstwa tylko w przypadkach uzasadnionych. Produkty lecznicze należy podawać w odpowiedniej ilości, aby nie przedawkować, i w odpowiednim czasie - tak jak producent zaleca. Mają one wtedy największą skuteczność i najmniejsze działanie szkodliwe na pszczoły. Podawanie zmniejszonej dawki leku doprowadza do wytworzenia przez patogeny oporności na dany medykament, który staje się nieskuteczny. Wiele leków niewłaściwie stosowanych doprowadza nie tylko do zaburzenia homeostazy rodziny, ale i do zanieczyszczenia miodu. W Polsce dla pszczół dopuszczone są tylko leki przeznaczone do zwalczania warrozy, które możemy podzielić na następujące grupy:
- syntetyczne pyretroidy rozpuszczalne w tłuszczach, nielotne, odkładające się w wosku. Po dłuższym czasie mogą przechodzić z wosku do miodu. Przykładem jest flumetryna;
- akarycydy rozpuszczalne w tłuszczach, lotne, szybko rozkładające się, np. amitraza;
- związki, które są stosowane w pszczelarstwie ekologicznym:
- związki lotne rozpuszczalne w tłuszczach, które kumulują się głównie w wosku, np. tymol;
- związki rozpuszczalne w wodzie, które przenikają do miodu, np. kwasy organiczne.
W Polsce dla pszczół zarejestrowane są następujące leki przeciw warrozie:
APIWAROL AS, którego substancją czynną jest amitraza. Jest to preparat przygotowany w formie tabletek do spalania. Tabletka żarząc się powoduje sublimację substancji aktywnej. Preparat działa pobudzająco na układ nerwowy pasożyta Varroa destructor powodując jego porażenie i śmierć roztocza. Apiwarolu nie można stosować w czasie sezonu pożytkowego. Preparat ten działa tylko w temperaturze powyżej 10°C, nie działa na pasożyty znajdujące się na czerwiu zasklepionym. Najlepiej przeprowadzić odymianie po ostatnim miodobraniu 2 - 3 razy co 4-6 dni. Jedna tabletka służy do wykonania jednego zabiegu u jednej rodziny pszczelej. Tabletkę należy umieścić na spirali z drutu lub na uniesionym ruszcie, podpalić, wsunąć do ula i zamknąć wylotek na około 20 minut. Zabieg przeprowadza się wtedy, gdy wszystkie pszczoły są w ulu, najlepiej wieczorem ewentualnie wcześnie rano. Wiosną można wykonać jednokrotne odymianie pszczół, ale w ostateczności tylko przy dużym porażeniu warrozą, nie zaś rutynowo co roku.
BIOWAR z amitrazą inkorporowaną w ilości 400 mg/pasek zaleca się stosować po ostatnim miodobraniu. Amitraza pobudza układ nerwowy pasożyta Varroa destructor powodując w konsekwencji jego porażenie. W czasie ocierania się pszczół o pasek amitraza dostaje się na ich ciało, a na skutek kontaktów między pszczołami rozdzielana jest między wszystkie pszczoły z rodziny. Preparat ten, w razie konieczności, można stosować po pierwszym oblocie wiosennym, wieszając paski na okres 4 tygodni. Wiosenne leczenie wykonuje się tylko przy bardzo dużym porażeniu warrozą.
APITRAZ, podobnie jak Biowar, ma postać pasków z amitrazą. Paski są powleczone substancja czynną, której jest w pasku 200 mg. Dawkowanie i czas leczenia jest podobny jak w przypadku Biowaru.
BAYVAROL - preparat przygotowany jest w formie pasków, w które inkorporowana jest substancja czynna flumetryna. Paski zawiesza się w gnieździe między beleczkami. Flumetryna jest pyretroidem o działaniu kontaktowym. Poraża ona obwodowy układ nerwowy pasożyta Varroa destructor powodując śmierć roztocza. Preparat zaleca się stosować po ostatnim miodobraniu. Najlepiej zawieszać 2-4 paski w sierpniu na okres 4-6 tygodni. Nie wolno zostawiać pasków w ulu na zimę.
PERIZIN to kolejny preparat do walki z warrozą. Substancją czynną jest kumafos. Producent ostrzega, że w momencie leczenia w gnieździe nie powinno być czerwiu. Perizin jest w pełni skuteczny tylko wtedy, gdy temperatura powietrza jest wyższa niż +5°C. Preparat ten rozcieńcza się wodą. W celu otrzymania 50 ml zawiesiny do 1 ml Perizinu dodajemy 49 ml wody. Taką ilość zawiesiny przeznacza się dla silnych rodzin, w słabych - 25 ml, w odkładach - 10-25 ml, w zależności od ich siły. Do preparatu dołączony jest dozownik, który znacznie ułatwia przygotowanie i dawkowanie preparatu.
 Ale co zrobić z rodziną, u której obserwujemy duży stopień porażenia warrozą w trakcie sezonu pszczelarskiego? Zaczekać z leczeniem do jesieni? W tym przypadku najlepiej nie czekać z leczeniem do jesieni, ponieważ roztocz Varroa destructor przenosi i aktywuje wirusa ostrego paraliżu pszczół (ABPV), wirusa zdeformowanych skrzydeł (DWV), kaszmirskiego wirusa pszczół (KBV), wirusa powolnego paraliżu pszczół (SPV). Ten ostatni nie występuje w Polsce, stwierdzony został w Wielkiej Brytanii. Jeśli przy dużej inwazji Varroa ujawni się jakiś wirus, to jeśli poczekamy z leczeniem do jesieni, rodzina może osypać się. W czasie sezonu pszczelarskiego dozwolone jest stosowanie kwasów organicznych czy innych ekologicznych metod zwalczania warrozy (wycinanie czerwiu trutowego). Kwasy organiczne są bardzo polecane do walki z warrozą. Są ekologiczne, pszczoły reagują na nie bardzo dobrze. Jeśli ktoś chciałby bliżej zapoznać się z taką metodą, polecam artykuł napisany jest przez dr wet. Grażynę Topolską pt. „Szwedzki wariant zintegrowanej walki z warrozą”, zamieszczony w „Pszczelarstwie” 3/2004. W „Pszczelarstwie” 5/2005 dr Benedikt Polaczek proponuje „Prowadzenie pasieki połączone ze zwalczaniem Varroa kwasem mrówkowym - redakcja. Przy stosowaniu kwasu organicznego nie można sobie pozwolić na dowolność, jeśli chodzi o stężenie preparatu, ilość na rodzinę pszczelą i porę roku. Na przykład w przypadku kwasu mrówkowego mamy do czynienia z niewielką różnicą pomiędzy dawką leczniczą a toksyczną. Kwas szczawiowy też jest toksyczny dla pszczół, gdy jest nieodpowiednio stosowany. Poleca się go jesienią, kiedy nie ma już czerwiu, ponieważ ma działanie toksyczne. Muszą upłynąć co najmniej 3 miesiące, aby zastosować kwas szczawiowy ponownie. Na wiosnę nie poleca się kwasów organicznych z uwagi na osłabione po zimie rodziny pszczele oraz dużą ilość czerwiu.
Bardzo ważna jest sprawa pozostałości leków w produktach pszczelich, głównie w miodzie. W całej Unii Europejskiej do leczenia pszczół nie wolno używać żadnych antybiotyków ani sulfonamidów. Preparaty te podawane zazwyczaj w syropie cukrowym bardzo łatwo przechodzą do miodu powodując jego skażenie.
Jeśli pszczelarz eksportuje miód za granicę, musi liczyć się z koniecznością badania go w kierunku m in. pozostałości środków do leczenia pszczół. W prawodawstwie są określone minimalne dopuszczalne ilości medykamentów, które miód może zawierać. W niektórych przypadkach nawet najmniejsza zawartość dyskwalifikuje miód jako produkt do spożycia. Miód taki przeznacza się do utylizacji. Nie każdy miód trafiający na polski rynek jest badany, co nie zmienia faktu, że stwierdzenie obcych substancji nawet w minimalnej ilości dyskwalifikuje miód jako produkt do spożycia. Zarówno antybiotyki jak i sulfonamidy w wielu przypadkach powodują reakcję alergiczną. Dobrze jeśli alergia objawia się tylko w postaci wysypki na skórze, a nie są to duszności spowodowane skurczem oskrzeli. Wyobraźmy sobie sytuację, że dla dziecka kupuje się miód chcąc wzmocnić odporność malucha. Dziś prawie wszystkie dzieci są alergikami, a u większości reakcja uczuleniowa manifestuje się ze strony układu oddechowego. I tragedia gotowa. A wszystko za sprawą nieuczciwego pszczelarza, który stosował niedozwolone medykamenty lub dozwolone środki, ale w nieodpowiednim czasie, w złej proporcji czy w niewłaściwym stężeniu.
Pozostałości leków w miodzie mogą przyczyniać się do powstawania oporności ludzkich bakterii chorobotwórczych na leki. Każdy człowiek ma pewną ilość bakterii chorobotwórczych, których jest zbyt mało, aby wywołać chorobę. Kiedy następuje u człowieka spadek odporności, wtedy namnażają się i wywołują stan chorobowy. Niewielkie ilości chemioterapeutyków pochodzące z miodu zabija niektóre z nich, ale wiele bakterii przeżywa, wytwarzając oporność na te leki. Często jest to tzw. oporność krzyżowa - oporność na jeden lek powoduje oporność na inne leki z tej samej grupy. Wniosek jest następujący: nie dość, że nieświadomie truliśmy się pozostałościami leków w miodzie, to jeszcze trujemy się kilkoma różnymi antybiotykami w czasie leczenia jakiejś choroby. Kilkoma, ponieważ gdy mamy do czynienia ze szczepami bakteryjnymi opornymi na jakieś leki, trudno trafić na chemioterapeutyk, który skutecznie zlikwiduje przyczynę choroby.
Pszczele bakterie chorobotwórcze wytworzyły oporność na niektóre środki lecznicze. Jednym z nich jest Polisulfamid, kiedyś przeznaczony głównie do zwalczania zgnilca amerykańskiego. Zalecano podawać Polisulfamid nie tylko przy ewidentnych objawach zgnilca, ale i w celu „wzmocnienia” odporności zdrowych rodzin. Pszczelarze mogli nie zdawać sobie sprawy, że lek ten działa tylko na formy wegetatywne bakteri; przetrwalniki są na niego niewrażliwe. A zgnilec szerzy się tylko i wyłącznie za pośrednictwem tych przetrwalników. Profilaktyczne podawanie leku powoduje w konsekwencji nie tylko zmniejszenie odporności rodziny, ale i selekcję szczepów bakterii opornych na Polisulfamid. Generalnie trzeba zastanowić się, czy trud związany z odpowiednią dezynfekcją i innymi zabiegami higieniczno-hodowlanymi na dłuższą metę nie opłaca się. Na pewno więcej pracy kosztuje utrzymanie zdrowej pasieki, kiedy leków używa się tylko w sytuacjach ostatecznych. Jednak mamy pewność, że pszczoły mają się wtedy dobrze, a miód od nich pochodzący jest bezpieczny.
| |